Obudziłam się o 7 rano. Spojrzałam przed siebie i jak zwykle zobaczyłam na ścianie zdjęcie z moim chłopakiem Harrym.Chodził do tej samej szkoły do której miałam dzisiaj pierwszy raz iść. Był to internat dla uczniów specjalnie uzdolnionych a nie takich zwykłych normalsów z przeciętnego ogólniaka. Harry oraz jego koledzy i jednocześnie moi przyjaciele których traktowałam jak braci, mieli swój zespół. Ich wspólnym talentem był genialny głos. Mój głos też nie był zwyczajny (skromność). Jak to określał mój chłopak "Syreny przy mnie wysiadają". Nie byłam jednak przekonana czy chce tam pójść. Jednak mój tata uważa że jeśli mam warunki, ambicje i cel, to powinnam się kształcić. Tym bardziej że w poprzedniej szkole jakoś nie bardzo za mną przepadali. Może dlatego że starałam się nie wychylać przed szereg. Dopiero kiedy poznałam Harrego jakoś zaczęłam się otwierać do ludzi. Rodzice myśleli że to przez naszą wampirzą naturę jestem odrzucana. Tak, jestem wampirem. Teoretycznie hybrydą. Pół człowiekiem, pół wampirem. Wiedziała o tym tylko nasza rodzina, która też należy do rasy wampirów. I nikt więcej, nawet Harry. Wiem, że moi rodzice byli bardzo wdzięczni Harremu, że pomógł mi się za klimatyzować. A ja Go tak strasznie kocham, że nie wiem co bym zrobiła, gdyby Go nie było. Wyrwałam się z zamyśleń i wstałam z łóżka. Podeszłam do wielkiej szafy z lustrem, otworzyłam ją w nadziei, że znajdę w niej coś co by nadawało się do nowej, niezwykłej szkoły, dla nienormalnej nastolatki. No dobrze, co my tu mamy ze starannie poukładanych ubrań przez Alice, przyszywaną siostrę mojego taty. Po wstępnych założeniach stwierdziłam że ubiorę się w to.

Zeszłam na schodach do jadalnie. Na dole przy dużym drewnianym stole siedział mój tata, Edward i Carlisle. Przyszywany ojciec mojego taty. Jest chirurgiem i pomimo Jego wampirzej natury, zapach krwi, nie robił na Nim żadnego wrażenia, a tym bardziej, nie doprowadzał do szaleństwa. Wypełniał jakąś dokumentację medyczną, na laptopie. Ja też tak jak On, chcę zostać lekarzem. Może nie chirurgiem, ale do wybrania specjalizacji jeszcze mi daleko. Dlatego w tym liceum, idę na profil bio-chemiczny, tak samo jak Zayn Malik, jeden z członków zespołu mojego chłopaka.
- Dzień dobry - odrzekłam lekko zaspanym głosem.
- Cześć córciu - odrzekł mój tata - Co chcesz na śniadanie?
- Nie dziękuję, nie jestem głodna - powiedziałam, siadając przy stole.
- Kiarcia, co ja mówiłem o odchudzaniu się? - spytał Carlisle nie przerywając swojej pracy.
- Ja się nie odchudzam! Tylko po prostu nie jestem głodna.. - może tego nie było widać, ale w środku byłam spanikowana jak małe dziecko.
Nagle tuż przede mną, pojawił się mój tata i podał mi talerz z tostami i szklankę soku pomarańczowego, po czym odsunął krzesło i usiadł naprzeciwko mnie.
- Wiem, że się denerwujesz ale nie masz czym - odrzekł spokojnym głosem, starając się mnie podnieść na duchu - Nie będziesz tam sama. Będzie z Tobą Harry i cała reszta, a z Zaynem w dodatku będziesz w klasie. A teraz zjadaj szybko bo Twój kochaś zaraz przyjdzie.
Uśmiechnął się do mnie promiennie wstając i zmierzwiając mi włosy, które starałam się uczesać przez 30 min. Dzięki tato. Stwierdziłam, że i tak nie dam rady przełknąć ani kęsa, więc wypiłam tylko sok. Tata popatrzył na mnie znacząco. Miałam nadzieje, że dzisiaj ten jeden jedyny raz mi odpuści. Nagle usłyszałam dzwonek do drzwi. Zerwałam się z krzesła i pobiegłam otworzyć mojemu chłopakowi. Przekręciłam zamek i zobaczyłam Harrego. Miał na sobie ten komplet ubrań.
.bmp&container=blogger&gadget=a&rewriteMime=image%2F*)
- Hej słońce - przywitałmnie po czym pocałował mnie w usta.Swymi silmymi dłońmi idealnego barybasu objąl mnie w talli przyciągając do siebie, a ja swoje dłonie położyłam na jego torsie. Mimo tegob że byliśmy ze sobę już dwa lata to jednak przy każdym pocałunku i przy każdym chociażby jego zapachu kręciło mi się w głowie. Aż trudno zrozumieć że to wszystko zrozumieć zże to wszystko zdarzyło się na przełomie zaledwie 2 sekund.
- Gotowa na pierwszy dzień w szkole? - zapytał osuwając się ode mnie.
- Nie - odrzekłam krótko zwięźle i na temat.
- Nie masz się czego bać słonko - odgarnął niesforny kosmyk moich długich brązowych włosów za ucho.
- Zobaczymy... Idź do kuchni tam jest mój tata i Carlisle a ja polece po torbę na góre.
- No to leć - odrzekł Harry z hipnotyzującym uśmiechem. Przewrociłam tylko oczami i pobiegłam na górę.
Harry nie był wtajemniczony w naszą tajemnice rodzinną. po części dla tego że nikt nie mógł o tym wiedzieć a po części dlatego że bałam się że kiedy dowie się czym naprawdę jestem to mnie zostawi. Weszłam do pokoju i wzięłam wszystkie potrzebne rzeczy do szkoły. Za nim wyszłam z pokoju spojrzałam przelotnie w lustro, aby sprawdzić czy wyglądam jak człowiek po czym zeszłam na dół.
- Harry proszę Cię zaopiekuj się Kiarą - powiedział mój tata z troską w głosie.
- Niech się pan nie martwi - odrzekł Harry - Jest dla mnie najważniejsza i nie pozwolę żeby była smutna.
Przysłuchałam się tej rozmowie. To było dość nienaturalne,ale i kochane. Weszłam do kuchni
- Idziemy? - spytałam Harrego chwytając go za ręke.
- No idziemy - uśmiechnął się z westchnieniem.
- No to miłego dnia dzieciaki - powiedział tata po czym pocałowałam go w policzek na pożegnanie.
- Carlisle już poszedł? -spytałam.
- Tak i bierze dwie zmiany w szpitalu.
- Eh no i dobra - wzięłam głęboki wdech - No to jedziemy . Pa tato!
- Do widzenia - pożegnał się Harry i udaliśmy się razem do szkoły.
Cała drogę opowiadał mi o szkole i o tym jak jest podekscytowany, tym że będę chodzić z nim do szkoły. Ja tylko potakiwałam bo może nie było tego widać ale stresowałam się. Nie byłam jakaś wyjątkowa, a jak mnie nie polubią tak jak w poprzedniej szkole? Dobra Kiara stop. Za dużo myślisz. Nie myśl tyle.
- Dzięki że mnie słuchasz-powiedział nagle Harry z uśmiechem wyrywając mnie z zamyśleń
- A co.. Nie, Ja Cię słucham.
- Yhm oczywiście... Jak coś chcesz - zapomniałam jeszcze wspomnieć że Harry miał już prawo jazdy tak że za minutę będziemy na miejscu. O nie nie nie...
- Harry może jednak zrezygnuje -odwróciłam się gwałtownie do mojego chłopaka cała spanikowana. - Kiara spokojnie - położył mi rękę na mojej dłoni starając się mnie uspokoić - Nie denerwuj się naprawdę nie masz czym - powiedział patrząc mi w oczy.
-Na drogę patrz! - upomniałam go siadając prosto na fotelu i starając się uspokoić moje serce które biło zza dużą częstotliwością
- Czy Ja kiedyś chociaż mandat dostałem? O wypadku już nie wspomnę - jak on dawał radę być taki wyluzowany?
- No ale jak będzie ten pierwszy raz to nie będzie tak fajnie.
- Jesteś tego pewna? - spytał z nonszalanckim uśmiechem patrząc na mnie. Na początku nie zajarzyłam o co mu chodzi.
- HARRY TY IDIOTO! - mimowolnie się uśmiechnęłam on zawsze umiał mnie rozśmieszyć.-testosteron wali Ci do głowy naprawdę.
- Skoro tak uważasz- skręciliśmy i tuż przed nami pojawiła się szkoła. Spojrzałam na zegarek. Była 7:34 więc miałam sporo czasu.
- Kiara żałuj że nie widzisz teraz swojej miny - odrzekł parkując obok czerwonego mini-vana. Strzelam że Niala, kolegi Harrego z zespołu.
- Nie denerwuj mnie proszę Cię! - prawie krzyknęłam cała w emocjach. Harry pokręcił głową z uśmiechem odpinając pasy i wychodząc z auta. Wzięłam głęboki oddech i zrobiłam to samo. Mój chłopak zamknął za mną drzwi i odparł mnie o auto kładąc rękę nad moją głową i uniemożliwiając mi przejście.
- Musisz być złośliwy! - spytałam odpychając Go i idąc w stronę szkoły.
- Coś konkretnego się stało czy tylko okres się zbliża? - spytał śmiejąc się po czym podszedł do mnie obejmując w talli.
- Nie wkurzaj mnie bo kiedyś nie wytrzymam i Ci przyłożę.- dostrzegłam również obejmując Go w pasie.
- Chciałbym to zobaczyć!
Byliśmy coraz bliżej szkoły i coraz bardziej się bałam. Weszliśmy do tego przeklętego miejsca i zamurowało mnie. Chłopcy mi mówili, że szkoła należy do ładniejszych ale, że aż tak bardzo to się nie spodziewałam. Ściany były śnieżno białe w niebieskie trójkąty. Wszystko było takie schludnie i poukładane.
- Ślicznie tu co? - spytał retorycznie Harry.
- I to jak - nadal nie otrząśnięta z szoku podziwiałam wnętrze szkoły.
-Później się będziesz eksajtingiwac a teraz idziemy do szatni.
Udaliśmy się przez szkołę schodami w dół. Mimo że było dość wcześnie i u mnie w starej szkole było by może 5 osób na krzyż to tutaj było ich całkiem sporo. Czułam na sobie wzrok wszystkich. Doszliśmy do szatni. Były tam ustawione kolorami szafki zamykane na sejf. Nie spodziewałam się czegoś takiego. Podeszliśmy do rzędu z czerwonymi stawkami.
- Louis nie! Mówiłem Ci że ja chcę je dzisiaj!
- To masz problem!
- Nie mam problemu! To ty masz problem!!! - Niall kłócił się o coś z Louisem
- Oni tak zawsze?-zapytałam Harrego
- Nom... Mniej więcej 5 razy dziennie Ale i tak się kochają.
Zobaczyłam chłopaków którym jak zwykle odwalało. To znaczy tylko Louisowi i Niallowi. Rzucali się o.. to chyba były żelki. Zayn rozmawiał z Perie swoją dziewczyną, która tak jak on i ja jest w klasie bio-chemicznej. Liam jak zwykle spokojny i ułożony studiował sobie w kącie podręcznik do WOS-u. Ten znowu jest na humanie bo chcę iść na prawo. Niall jest na informatyce Ale ten cały czas mógłby pykać to na komputerze i telefonie, więc jest w swoim żywiole. Louis jest na pol-bio. Idzie na psychologie ale z takimi ocenami jak ma teraz to chyba mu nie wyjdzie. A mój Harry jest w klasie matematyczno-geograficznej. Ekonomia. Kompletnie faceta nie rozumiem.
- Hej...-przywitałam się blado.
- No dzień dobry bratowa!-krzyknął Louis podchodząc i przytulając mnie - Żelka?
-Yyy... Nie dziękuję.
Przywitałam się z chłopakami i Perie, ale nadal nie mogłam się wyluzować. Pierwsza lekcja jaką miałam mieć to była Biologia z panem Sylvestrem czy jakoś tak. To miał być mój wychowawca i z tego co mi wiadomo, ma podejście do ucznia. Może dlatego że był przez 3 lata pediatrą.
- No to co Kiara idziemy na pierwszą lekcje w nowej szkole?-spytał Zayn obejmując mnie ramieniem, kiedy zostawiłam swoje rzeczy w szafce Harrego.
- A mam inne wyjście?
- No nie bardzo.-brunet uśmiechnął się promienie. Wzięłam torebkę i pożegnałam Harrego buziakiem w policzek, a chłopaków standardowym "hej" po czym ruszyłam z Zaynem na lekcje. Perrie poszła już wcześniej.
- Jest spina? - spytał prowadząc mnie do klasy gdzie miała odbyć się lekcja.
- No może troszkę...
- Ta troszkę.... - odrzekł - Wyglądasz jakbyś miała zaraz zemleć.
- Tak, zemdleje. Jeszcze tego by mi dzisiaj brakowało.
- Nie będzie tak źle. Tu są naprawdę spoko ludzie... No może oprócz niej - pokazał głową na pewną dziewczynę w białych długich włosach. Siedziała w kącie, czytając jakąś książkę.
- Dlaczego?- spytałam.
- Bo Ona jest.... - szukał najwyraźniej słowa - Dziwna.
- Dlaczego? Bo inaczej wygląda?
- Nie o to chodzi - wyraźnie coś przede mną ukrywał - Uważaj na Nią.
- Nic mi nie zrobiła... A widać że nie ma przyjaciół...- spojrzałam na dziewczynę która była ślepo zaczytana, że nie wiedziała co się dzieje - Jak ma na imię?
- Moon White...- odrzekł niepewnie Zayn.
- Nie ma przyjaciół?
- No jakoś nie bardzo.... Ale to jej wina.
- Nie mów tak... Muszę ją poznać... - skierowałam ku Niej wzrok. Na chwilę oderwała się od swojej lektury i spojrzała na mnie. Natychmiast odwróciłam wzrok.
- No dobra jak chcesz... Ale dla twojego dobra Ci nie radzę... - nagle zadzwonił dzwonek - No, ale no.. Biologia.-odrzekł z uśmiechem. Obok nas przeszedł nauczyciel otwierając drzwi do klasy.
- Zapraszam-odpowiedział przyjaznym głosem. Wyglądał na ok 35 lat i chyba był miły. Przynajmniej na takiego wyglądał.
- Siedzisz z Periee tak? - spytałam Zayna wchodząc do klasy.
- Nie dzisiaj siedzie z Tobą.-odrzekł pewnie idąc do 3 ławki od końca w środkowym rzędzie - I dopóki się nie za klimatyzujesz.
- Dzień dobry-przywitał się nauczyciel
- Dzień dobry -odpowiedzieli mu uczniowie. Zajęliśmy miejsca. Wyciągnęłam książki i piórnik z torby na ławkę.
- No moi państwo, darujemy sobie dzisiaj kartkówencje, dlatego ponieważ mamy w klasie nową uczennice - Spojrzał na mnie z uśmiechem a następnie wszyscy zrobili to samo.
- Kiara chodź proszę na środek- O nie tego nie przewidziałam. Wstałam z miejsca próbując ukryć drżenie rąk. Nauczyciel również wstał. Droga na środek klasy wydała mi się wiecznością.
- To jest Kiara. Wasza nowa koleżanka. I mam nadzieję że szybko za klimatyzuje się w naszej klasie prawda?
- No jak nie jak tak! - powiedział jakiś blondyn siedzący z tyłu, po czym puścił do mnie oko. Ja tylko uśmiechnęłam się blado.
- No to Kiara opowiedz nam coś o sobie - poprosił nauczyciel. Źle. Bardzo źle.
- A więc jestem Kiara Cullen... Uwielbiam muzykę... Gram na gitarze pianinie i czym innym popadnie.... Interesuje się medycyną.... No i chyba tyle...
- No okej. Bardzo ładnie. Ja się nazywam Sylvester Breigtland. Czy ty nie jesteś przypadkiem córką syna doktora Cullena? - spytał podając mi dłoń, która uścisnęłam.
- No tak..
- No to się znamy - uśmiechnął się - Możesz usiąść. Tylko zostań na chwilę po lekcjach.
- Dobrze
- Aż tak źle było.?-usłyszałam Zayna, siadając obok Niego.
- Tak.
- Hej jestem Gideon - powiedział chłopak siedzący przede mną - Nie masz się czym denerwować naprawdę jesteśmy świetną klasą co nie?
- No pewnie! - odrzekł jego kolega z ławki odwracając się do mnie - Martin Letson. Lepiej trafić nie mogłaś - powiedział uśmiechając się przyjaźnie.
- No dobra przedstawicie się pannie Cullen na przerwie a teraz bardzo proszę już uważać - odrzekł pan Breigtland. Jednak chyba naprawdę są bardzo mili. Nie potrzebnie się bałam. Na lekcji rozmawialiśmy o pracy mięśnia sercowego. Była to moja pierwsza lekcja, dlatego starałam się skupić i uważać. Myślami jednak wróciłam do tej dziewczyny. Jak jej było? MOON. Zrobiło mi się jej żal. Tak zupełnie bez przyjaciół. Odrzucona na bok. Sama. Wiedziałam co to znaczy, dlatego nie chciałam żeby ktoś miał tak samo. I czemu Zayn jest taki uprzedzony? Nie rozumiem. Nagle zadzwonił dzwonek.
- Poczekam na zewnątrz - powiedział Zayn a ja podeszłam do biurka pana Sylvestra.
- Siadaj Kiara nie bój się - usiadłam w pierwszej ławce a on poszedł zamknąć drzwi - Rozmawiałem z Harrym i mi powiedział o Tobie wszystko. Między innymi to, że się strasznie stresujesz - zaczął spokojnie - jak sama zobaczyłaś niema czego. Ale pamiętaj że jak byś miała jakikolwiek problem. Naprawdę dotyczący każdego tematu to ja tu jestem.. Okej?
- Yhm..
- No to Zayn Ci pokaże szkole... Jak coś to puk puk i możemy pogadać. I zobaczysz za tydzień będzie już w porządku - uśmiechnął się - dobra to zmykaj
- Dziękuję panu - podziękowałam grzecznie i wyszłam na korytarzu czekał Zayn.
- I jak? Sylwuś jest świetny no nie?
- Nom, całkiem spoko... Co mamy teraz?
- Historie - odrzekł załamanym głosem Zayn.
- O nieee!!! - jęknęłam - A już zaczynała mi się podobać ta szkoła - uśmiechnęłam się do przyjaciela i razem powędrowaliśmy ku sali historycznej.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz