Co sądzisz o tym blogu?

piątek, 26 grudnia 2014

Rozdział drugi (Oczami Kiary Cullen)

- No i co jest aż tak źle? – spytał z uśmiechem Harry kiedy siedzieliśmy razem z chłopakami i z Perie w szatni.
- Nie no szkoła jest całkiem spoko.
Wróciłam wspomnieniami do tej dziewczyny. Czemu Zayn był tak sceptycznie do niej nastawiony? O co z tym wszystkim właściwie chodzi?
- Coś się stało? - spytał Harry po raz kolejny wyrywając mnie z zamyśleń. Kiara przestań myśleć!
-Nieeee. Tylko.. – położyłam moje nogi na jego nogach a on uroczo położył mi dłoń na moim udzie - Zayn mi powiedział że taka jedna dziewczyna. Moon. Tak ma chyba na imię.. Siedziała sobie dzisiaj sama na korytarzu. Taka… No taka smutna. I chciałabym się z nią zaprzyjaźnić bo…
- Nie ma mowy! – zszokował mnie. Nigdy wcześniej się tak nie zachowywał – Nie możesz się z nią zadawać. Ona jest niebezpieczna. Nie pozwolę żeby Ci się coś stało.
 Słucham? O co mu teraz chodzi? Czemu nikt mi nie chce powiedzieć czemu wszyscy tak bardzo nienawidzą tej całej Moon?!
- Co wy tam tak się kłócicie gołąbeczki? – Spytał Louis siadając obok nas.
- Wymyśliła sobie że chce się zaprzyjaźnić z tą White z Twojej klasy. –Odrzekł Harry z wyraźnym „ale” w głosie.
- Ej nie Harry nie pozwól jej – Powiedział stanowczo Louis – Ta cała White wygląda jakby miała zaraz kogoś zabić wzrokiem.
- Ej przestańcie! Jesteście bardzo nie mili! Pogadaliście z nią chociaż? – spytałam zbulwersowana.
- Żeby zamieniła mnie w żabę lub coś gorszego? – spytał z sarkazmem Louis – Nie dziękuje.
Wkurzyli mnie . Jak mogą oceniać kogoś kogo nawet nie znają?! Nagle zadzwonił dzwonek.
-No dobra teraz mamy razem muzykę - powiedział Louis wstając. – Tylko się nie patrz na Moon, bo Cię utopi w łyżce wody.. albo i nawet bez łyżki! 
- Ja pierdziele Louis pomińmy fakt, że to zdanie nie miało sensu, ale możesz przestać? – krzyknęłam.
- Dobra wyluzuj… Chodźcie – Harry chwycił mnie za rękę chcąc uniknąć kłótni. Wiedział że jak Ja i Louis zaczniemy się kłócić to nie będzie już czego zbierać. I tak Go kochałam.
Przeszliśmy pod sale muzyczną . Dalej nie mogłam zrozumieć o co im wszystko chodziło. Przecież to zwykła dziewczyna. Ohhhh głupi Harry!
Nagle zauważyłam Moon stojącą pod drzwiami i szepcącą coś do chyba nauczyciela muzyki. I chyba się dobrze dogadywali. Jak na moje oko za dobrze jak na relacje uczeń-nauczyciel.
- Nie wydaje Ci się to podejrzane? – spytał Harry obejmując mnie w talli.
- To że dziewczyna rozmawia z nauczycielem?
- Nie widzisz gdzie trzyma ręce?- Spytał Harry ze zirytowanym głosem. Chyba go na serio zaczynałam wkurzać. Spojrzałam na nich i faktycznie. Niby to nie rzucało się tak strasznie w oczy ale profesor… Matt (Chyba tak mu było) Swoim palcem wskazującym przesuwał po tali dziewczyny 
– Co Ty Jej tak bronisz? Nawet Jej nie znasz.
- Ty też – zarzuciłam Mu po czym wyrywając się z jego uścisku ruszyłam do sali przelotnie patrząc na Moon i Naszego nauczyciela. Harry westchnął ciężko jak zwykle ignorując moje kaprysy i ruszył do sali za mną.
- 5 ławka - odrzekł mój chłopaka popychając mnie lekko w stronę ławki. Przed Nami siedział Louis z Liamem.
- Widziałeś? – Zwrócił się Louis do Harrego -  obściskiwał Ją jakby byli ze sobą.
Westchnęłam ciężko starając się go zignorować, po czym usiadłam rzucając torbę na ziemie.
- Odpuść już – powiedział Harry  do Louisa.
- Dzień dobry – do sali wszedł Matt i nawet na mnie nie spojrzał. Moon (tradycyjnie jak mniemam) usiadła sama w ostatniej ławce. Zrobiło mi się jej żal. I jeszcze ten nauczyciel. Wyglądał podejrzanie.
- Dobrze. Dzisiaj powtórzymy triady harmonicznie i jak nam się uda to zaczniemy interwały.
Odpuściłam sobie tą lekcje. To wszystko już dawno przerobiłam a Moon mnie strasznie intrygowała. Zastanawiałam się czy to przez to ,że była taka samotna, czy może ta całą sytuacją przed lekcją.
Po chwili zadzwonił dzwonek.
- Moon zostań proszę jeszcze chwile po lekcji - Odrzekł Matt pakując swoje rzeczy.
- Yhm.. pewnie będą się lizać na zapleczu - Louis. Jak zwykle musi się odezwać. Nauczyłam się Go ignorować.
Wyszliśmy ostatni z klasy zamykając drzwi. W środku została Moon i profesor. Poszłam do szafki Harrego i zabrałam z niej moje rzeczy.
- Proszę – Zayn zmaterializował się przede mną i dał mi kartkę z jakimiś cyframi.
- Co to? - spytałam biorąc kartkę do ręki.
-Sejf do szafki. Szafka numer 235.
- Ooo. Dziękuje – odrzekłam uśmiechając się do niego a On również mi odpowiedział uśmiechem.
Musze się chociaż przedstawić tej Moon.
-- Harry poczekaj na mnie na zewnątrz a ja skoczę jeszcze do toalety.
- No okej to czekam na dziedzińcu – dał mi buziaka w policzek a ja poszłam rzekomo do toalety. Tak naprawdę wróciłam pod sale muzyczną. Moon sprawdzała właśnie coś na telefonie.
 - Hej jestem Kiara a Ty Moon tak? - wystawiłam do Niej prawą dłoń i oczekiwałam z uśmiechem na Jej odpowiedź.
- Pomóc Ci w czymś? - spytała od niechcenia. 
- Chciałam tylko Cię lepiej poznać, wydajesz się być mił..
- To idź do Johna Rowley'a. On Ci powie, żebyś sobie darowała. Tak samo Louis. - powiedziała to stanowczo i poszła w swoją stronę. Dlaczego mnie tak potraktowała?
-Kiara co ja Ci mówiłem?! - nagle tuż obok mnie pojawił się Harry – Miałaś z nią nie rozmawiać!
Dziewczyna obróciła się słysząc te słowa a ja mogłabym się założyć że widziałam w jej oczach łzę. Jak on mógł?
- Harry co Ty robisz?! – krzyknęłam - Dlaczego to zrobiłeś???
- Bo masz się z nią nie zadawać!!!
- A co zabronisz mi? Co się z Tobą dzieje?! - ruszyłam szybkim krokiem w stronę wyjścia. Jak on mógł? Co ona mu zrobiła? Od kiedy Harry jest Takim brutalem?
- Kiara poczekaj! – chwycił mnie za nadgarstek.
- Daj mi spokój! – krzyknęłam – Czemu JA tak traktujesz?! Co ona Ci zrobiła? Nie chce żeby ktoś był traktowany tak jak ja! – w oczach pojawiły mi się łzy.
- Kiara uspokój się. Przepraszam. – przytulił mnie do siebie głaskając po głowie – nie chce żeby coś Ci się stało. Ale martwię się o Ciebie.
- Ale… - odrzekłam przez łzy.
- Już uspokój się - odrzekł chwytając moja twarz w dłonie – Jak bardzo Ci na tym zależy to pogadaj z nią .  Tylko…- zawahał się przez chwile – Uważaj na siebie dobra? Pokiwałam tylko głową.
- Jak Ja nienawidzę kiedy płaczesz - powiedział Harry i otarł kciukiem łzę która spłynęła mi po policzku. Uśmiechnęłam się tylko blado do niego. Potrafiliśmy się komunikować bez słów. Po woli zbliżył swoją twarz do mojej a nasze usta zapłonęły delikatnym aczkolwiek wyniosłym ogniem. Prawą ręką przyciągając mnie do siebie a lewą wplótł w moje włosy. Moje dłonie powędrowały na jego skórzaną kurtkę. Czułam się tak
bezpiecznie przy nim. Nagle nie wiem jak ale na niebie nie było żadnej chmurki tylko piękne słońce jak na wrześniową pogodę przystało i nagle ni z stąd ni z
ową niebo przesłony deszczowe chmury i zaczął padać deszcz.
Uśmiechnęliśmy się ale nie przestaliśmy się całować. Przez kolejną
minute tkwiliśmy tak w deszczu. Jak ja uwielbiam pocałunki w deszczu ~^^~.
Nagle chmury się rozproszyły i na bezchmurne niebo znów wróciło słońce.
Popatrzyliśmy z Harrym w górę cali przemoczeni od deszczu.
-Moon...-odrzekł tak cicho że nie mogłam tego usłyszeć- no to co
idziemy? -Spytał z uśmiechem chwytając moją rękę.
     poszliśmy w stronę parkingu. Harry jak zwykle trajkotał o zespole,
że chcą iść do mam talent. W sumie ten pomysł mi się podobał... Gdyby
wygrali mogli by się wybić dość wysoko.
       Obok naszego [ czytaj Harrego] samochodu stał Louis któremu się
popsuło auto i był tym faktem załamany, ponieważ z domu do szkoły miał
aż całe 700 m  wiec musiałby iść 10 minut co by było straszne. Tak
że Harry zobowiązał się na czas kiedy Louis nie będzie miał samochodu
zawozić i przewozić go do szkoły. Dzisiaj rano zrobił wyjątek dlatego
bo musiał po mnie pojechać wiec pan Tomlinson zabrał się z Niallem na
skuterku. Tylko że i tak źle i tak nie dobrze bo Niall był po Louiego 10
po 7 czyli musiał wstać o za 15 siódma żeby się wyrobić.
-No ile można na was czekać????-spytał starając się otworzyć zamknięty
samochód.
-Bida bez samochodu co nie?-odrzekł Mój chłopak otwierając pilotem
swoje srebrne volvo.-Louis do tylu.
-Hyy…- krzyknęłam nagle – zapomniałam wziąć telefonu chyba został Harry u Ciebie w szafce.
- Łamaga –westchnął mój chłopak opierając się o samochód – Iść z Tobą?
-nieee spoko trafie. – Podałam mu moja torbę.- za chwile wracam.
- Masz 3 minuty – powiedział z uśmiechem Harry wsiadając do auta.
Udałam się w stronę parku przez który najszybciej dojadę do szkoły. Jak mogłam zapomnieć mojego kochanego iPhonika? Nagle prawie naprzeciwko mnie zobaczyłam Moon White biegnącą wgłąb parku. Zaintrygowało mnie to.Co Ona tu robi? Dobra trudno idę za Nią. Poszłam za Moon. Nie wiem czemu mi na tym tak strasznie zależało. Starałam się ją śledzić tak aby dziewczyna mnie nie zauważyła.
Usiadła pod drzewem. Myślałam że znowu zacznie czytać swoją książkę , ale tym razem… wzięła mysz. Po cholerę jej mysz?Schowała ją pudełka z płatka,i śniadaniowymi. Mniam. Zaczęła robić coś dziwnego ręką jakby… czarowała tą mysz. Chwile po tym zwierzątko zaczęło przeraźliwie piszczeć a chwile potem…Ucichło. Nie żyło? Tylko jak? Coś dziwniejszego stało się jednak potem. Jednym ruchem ręki przywróciła ją do życia. Byłam w takim szoku że gdyby się odwróciła to na 100% by mnie zobaczyła. I to po chwili zrobiła. Nasze spojrzenia się spotkały. Przez 2 sekundy które trwały jak wieczność patrzyłyśmy na siebie. Ja ze wzrokiem mówiącym „Co Ty zrobiłaś?!” a ona „ To nie tak jak myślisz”. Wyrwałam się z zamyśleń i postanowiłam, że zignoruje tą cała sytuacje i pójdę do szkoły poszukać telefonu. Coś jednak było silniejsze. Starałam się uspokoić ale nie wychodziło mi to zupełnie. Szłam szybkim krokiem przez najbardziej zapuszczoną część parku. Emocje szargały we mnie jak oszalały. Nie wiedziałem co się ze mną dzieje. Zaczęłam szybciej oddychać. Zaczęło mi się kręcić w głowie. Wszystko wirowało a Ja miałam ciemne mroczki przed oczami. Stanęłam na chwile aby się uspokoić. Nigdy wcześniej coś takiego się nie działo. Chciałam zadzwonić po Harrego ale przypomniałam sobie że zgubiłam telefon. Pochyliłam głowę na dół. Kiara uspokój się. Mówiłam sama do siebie.
-Kiara poczekaj! – usłyszałam głos Moon i wtedy zrobiłam coś bardzo głupiego. Rzuciłam się biegiem. Nie mal natychmiast zobaczyłam czarną ciemność. Potem nie pamiętałam już nic

                                      ******************************************

Otworzyłam oczy. Zobaczyłam nad sobą błękitne niebo oraz korony drzew. Podniosłam się do pozycji siedzącej i od razu poczułam przeraźliwy ból głowy oraz nudności i zawroty głowy. Chwyciłam się rękami za głowę dalej nie wiedząc co się przed chwilą wydarzyło.
-Boże Kiara co Ci się stało?!- Spytał Harry podbiegając do mnie i odciągając moje dłonie od twarzy. Światło zadziałało jak bomba atomowa. Od razu zrobiło mi się nie dobrze a zawroty głowy się nasiliły.
 Ej dobra nie… uspokój się  - powiedział cały spanikowany –Nie no nie wiem co mam robić.
-Harry ogarnij się! Nic minie jest. – Powiedziałam
-No ale.. Dobra dzwonie po karetkę.
-Nie nigdzie nie dzwonisz. Po prostu zabierz mnie do domu.
-Kiara ty zemdlałaś! I kręci Ci się w głowie i… Jezus Maria nie znam się!
-Ogarnij się!- Starłam się wstać. Natychmiast jednak zakręciło mi się w głowie i gdyby Harry mnie nie złapał znowu bym upadła.
- Nie widzisz co się z Tobą dzieje? – spytał obejmując mnie dość mocno w talli. – zawiozę Cie do szpitala. – odrzekł stanowczo
-Harry…
- Nie dyskutuj!
Poszliśmy razem do auta. Nie chciałam nic mówić ale to wyglądało mi na wstrząs mózgu.
- Hsrry co Ty z Nią zrobiłeś?! – spytał zaskoczony Louis wychodząc z auta.
-Nic mi nie jest – powtórzyłam.
-No nic Ci nie jest tylko wyglądasz jakbyś miała zaraz zemdleć.
-Louis bierz ją do tyłu i jedziemy doi szpitala.- odrzekł mój chłopak pomagając mi wejść do samochodu. Louis usiadł z drugiej strony.
Harry jak zawsze jeździł ostrożnie to dzisiaj jechał jak wariat.
-Harry zwolnij nic mi nie jest. Jak się rozbijemy to nie będzie czego zbierać.
- Kiara nic Ci nie jest?! Proszę Cie skończ!
Nie chciałam się z nim kłócić więc postanowiłam się zamknąć. Po kilku minutach dojechaliśmy do szpitala w którym pracował Carlisle.
Harry zaparkował przed szpitalem. Błyskawicznie wysiadł z auta otwierając mi drzwi i pomagając wyjść z samochodu. Stanęłam na drodze i od razu poczułam że tracę siłę w nogach. Wtuliłam się w Harrego a raczej opadłam na niego z braku sił.
-Kiara co się dzieje?- spytał zaniepokojony.
Nie dałam rady nic powiedzieć. Poczułam, że odlatuje.
- Ej ej ej Kiara! –odrzekła przerażony Harry- Louis leć po kogoś!
Potem nie pamiętałam już nic.
-… podajemy płyny i 5 mg magnezu dożylnie. Migiem.
Usłyszałam głos Carlisle i pikanie kardiomonitora. Otworzyłam pomału oczy i zobaczyłam Carlisle w białym kitlu. Miałam nogi zgięte w kolanach, a obok mnie stał dr Eryk, kolega Carlislea z pracy i mierzył mi temperaturę.
-Co się stało? – spytałam
- Zemdlałaś – odrzekł Carlisle podłączając kroplówkę do wenflonu który wcześniej mi już założyli. Na szczęście nic nie czułam - Masz prawdopodobnie wstrząs mózgu. Niezły początek szkoły co nie? - zapytał z uśmiechem siadając na krześle obok mojego łóżka.
- Dzwoniłeś do rodziców? - zapytałam, ale od razu tego pożałowałam, bo poczułam mdłości, które się nasiliły.
- Jeszcze nie, najpierw musiałem Cię odratować - uśmiechnął się.
Nagle zrobiło mi się ciemno przed oczami i jeszcze bardziej mnie mdliło. Odruchowo przyłożyłam rękę \ do głowy, która wg mnie pulsowała, a kardiomonitor zaczął niepokojąco szybko, nierównomiernie pikać.
- Kiara kręci Ci się w głowie? - spytał Carlisle, odciągając moje ręce od twarzy. Nie odpowiedziałam. Miałam nadzieję, że się domyśli. Brakowało mi powietrza, więc mój oddech się znacznie przyspieszył.
- Kiara spokojnie. Uspokój się - chwycił mnie za nadgarstki i starał się mnie uspokoić.
- Siostro Belomecyna 2mg i chistoplazmina 2mg dożylnie - odrzekł Carlisle donośnym głosem do pielęgniarki.
Zrobiło mi się jeszcze bardziej ciemno przed oczami. Ponownie chwyciłam się ponownie za głowę.
- Carlisle... - zdążyłam tylko tyle powiedzieć i straciłam kontakt z otoczeniem.

Otworzyłam oczy. W pierwszej chwili nie wiedziałam gdzie co i jak. Rozejrzałam się po pokoju. Zobaczyłam białe ściany szpitalnego oddziału pediatrycznego.
" No tak.. jestem w szpitalu.."
Chciałam sprawdzić, która godzina, więc sięgnęłam po telefon, który jak mniemam był na szafce obok łóżka. Odwróciłam się i zobaczyłam Moon. Była wpatrzona centralnie przed siebie. Co Ona tu robi? 


* Chciałam przeprosić za błędy Hermesa, ale musicie to uszanować gdyż iż ponieważ jest dyslektyczką. Starałam się to wszystko popoprawiać, ale nie wszystko mi się udało. Tego jestem pewna. Pozdrawiam :3 *

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz