Co sądzisz o tym blogu?

wtorek, 30 grudnia 2014

Rozdział trzeci (Oczami Moon White)

Usłyszałam w szkole, że Kiara jest w szpitalu. W sumie nic mnie z Nią nie łączyło, ale głupio mi się zrobiło, że to przeze mnie. Wystraszyłam Ją, i miała wstrząśnienie mózgu czy jakoś tak. Przeze mnie. Cholera, czemu ja wszystko niszczę? To wszystko mnie już powoli męczy. Zerwałam się z ostatniej lekcji i poszłam do kwiaciarni i kupiłam kwiaty. Na początku skojarzyły mi się z Wielkanocą, ale spodobały mi się, więc je wzięłam.
Weszłam do szpitalnego korytarza (adres usłyszałam przypadkowo). 
- Doktorze Cullen.. - usłyszałam donośny głos pielęgniarki
- Tak? - odpowiedział Jej średniego wieku mężczyzna, zakładając staro modny płaszcz.
- Czy mam podać coś panience Kiarze, gdy się obudzi? 
- Do tego czasu, to zdążę wrócić, możesz jedynie dopilnować by coś zjadła i wypiła - uśmiechnął się ciepło i pożegnał. Poszłam za tą pielęgniarką, mając nadzieję, iż idzie do Jej pokoju. Oczywiście głupi ma zawsze szczęście. Znalazłam Ją. Gdy kobieta wyszła gdzieś do swoich obowiązków, weszłam do pokoju dziewczyny. Rozejrzałam się po pokoiku szpitalnym. Było tam łóżko, krzesło, szafeczka nocna i mała komoda a na niej stojący telewizor. Kiara leżała w łóżku, spała. Usiadłam na krześle i postanowiłam poczekać, aż się zbudzi. Tylko co ja Jej powiem? 
"Hej jestem Moon, jestem Magiem Żywiołów, o mały włos i bym Cię zabiła i przeze mnie tu jesteś! Ale spoko odratowałam Cię Magią Krwi!" To byłby zły pomysł. Hm.. więc może najpierw się przedstawię.. tak! A potem? Potem dam Jej kwiaty, przeproszę, że Ją wystraszyłam i pójdę. Tak ten plan mi się podoba. Muszę się potem spotkać z Mattem i opowiedzieć o tej sytuacji. Mam nadzieję, że nie będzie zły, nie chcę zepsuć naszych relacji. On jest dla mnie bardzo ważny, strasznie ważny. Zrobię dla Niego wszystko. 
- Moon? - usłyszałam, dziewczęcy głos obok mnie. To Kiara. Spojrzała na mnie zaspanymi oczami. Ujrzałam w Nich iskrę radości. 
- Em.. cześć.. - zaczęłam - Chciałam Cię przeprosić, za to że Cie przestraszyłam i jesteś przeze mnie w szpitalu.. To kwiaty dla Ciebie.. w-wiem, że są takie dość..
- Są ładne, dziękuję - uśmiechnęła się ciepło. 
- Więc daje je tu na szafkę, a ja sobie idę.. to cześć, życzę powrotu do zdrowia! - powiedziałam speszonym głosem i zmierzałam do wyjścia.
- Nie czekaj! - odwróciłam się.
- Co? - spytałam trochę ponuro. Trochę się wzdrygnęła.
- Jaka Ty jesteś naprawdę.. Gburowata czy taka jak byłaś przed chwilunią? - to pytanie mnie zaskoczyło.
- Ja.. nie wiem. Robię to na co w danym momencie mam ochotę - odpowiedziałam zakłopotana.
- Ah - zaśmiała się. Nie zrozumiałam Jej zachowania - To zostaniesz jeszcze chwilę? Naprawdę chcę się z Tobą zaprzyjaźnić
- Nie chcesz, wierz mi - zaśmiałam się sarkastycznie. 
- Dlaczego? Bo robisz "Abrakadabra"? - spytała, a mnie zatkało. Czyli widziała, mój trening. Niedobrze i to bardzo. Co ja Jej powiem teraz? 
- Em.. o co Ci chodzi? 
- Widziałam to czary mary z tą myszą. Walnęłam się w głowę, ok. Ale wiem co widziałam, nie dostałam amnezji czy coś - co ja Jej powiem? Może prawdę? Nie.. albo mogę spróbować.. 
- Ok.. wygrałaś.. Jestem Magiem Żywiołów. To co widziałaś to była magia krwi. 
- Dlatego wszyscy są tak nastawieni do Ciebie? - spytała ze współczuciem.
- Tak.. Widzisz.. cała szkoła się mnie boi przez moje zdolności (nie dziwię im się)
- Jest Ci z tym ciężko co?
- Czasami..
- Dlatego od teraz masz mnie! Haha - zaśmiała się serdecznie, pokazując bym usiadła na krześle. Po chwili namysłu, usiadłam. 
- A jak jest z Tobą? - spytałam Jej.
- To znaczy..?
- Znaczy opowiedz Ty mi coś o sobie - starałam się uśmiechnąć, ale mój uśmiech przeistoczył się w grymas. 
- Hm.. więc w tamtej szkole, też nie byłam lubiana. Wiem jak to jest być wytykaną i samotną. Myślę, że tu znalazłam swoje miejsce. Co prawda byłam w tej szkole jeden dzień, ale kobieca intuicja się nigdy nie myli - zaśmiała się. Najbardziej w tym wszystkim zdziwiła mnie Jej reakcja na moje "moce". Jakby była przygotowana, bądź wiedziała już od początku i traktowała to jak codzienność. 
- Heh oki - powiedziałam - Ale w tej szkole jest naprawdę fajnie. Nauczyciele też są spoko..
- Mam pytanie
- Tak?
- Ty.. Kręcisz z panem Mattem? - spytała z lekkim uśmieszkiem.
- To skomplikowane.. - odpowiedziałam schylając głowę, by nie widziała mojego rumieńca. 
- Ahh racjaaa - uśmiechnęła się niepewnie. Rozmawiałyśmy tak jeszcze bardzo długo. Złapałyśmy świetny kontakt. Chyba będziemy przyjaciółkami i to takimi bardzo dobrymi. 
- Hej słońce jak się.. - usłyszałyśmy. W drzwiach stał Harry - Co Ona tu robi?!
- Harry, uspokój się! - krzyknęła Kiara. Chłopak rzucił się na mnie.
- Harry przestań! Puść Ją - krzyczała, próbując wstać moja nowa znajoma. Szarpał mnie. Wszystko mnie bolało.
- Nie dotykaj mnie! - krzyknęłam i wtem znów coś zrobiłam. Zaczynam przerażać samą siebie.

~ Chciałam życzyć Wam pijanego i uśmiechniętego sylwestra! :D emmm.. nom xd pozdrawiamy <3 
Łikki i Hermes

piątek, 26 grudnia 2014

Rozdział drugi (Oczami Kiary Cullen)

- No i co jest aż tak źle? – spytał z uśmiechem Harry kiedy siedzieliśmy razem z chłopakami i z Perie w szatni.
- Nie no szkoła jest całkiem spoko.
Wróciłam wspomnieniami do tej dziewczyny. Czemu Zayn był tak sceptycznie do niej nastawiony? O co z tym wszystkim właściwie chodzi?
- Coś się stało? - spytał Harry po raz kolejny wyrywając mnie z zamyśleń. Kiara przestań myśleć!
-Nieeee. Tylko.. – położyłam moje nogi na jego nogach a on uroczo położył mi dłoń na moim udzie - Zayn mi powiedział że taka jedna dziewczyna. Moon. Tak ma chyba na imię.. Siedziała sobie dzisiaj sama na korytarzu. Taka… No taka smutna. I chciałabym się z nią zaprzyjaźnić bo…
- Nie ma mowy! – zszokował mnie. Nigdy wcześniej się tak nie zachowywał – Nie możesz się z nią zadawać. Ona jest niebezpieczna. Nie pozwolę żeby Ci się coś stało.
 Słucham? O co mu teraz chodzi? Czemu nikt mi nie chce powiedzieć czemu wszyscy tak bardzo nienawidzą tej całej Moon?!
- Co wy tam tak się kłócicie gołąbeczki? – Spytał Louis siadając obok nas.
- Wymyśliła sobie że chce się zaprzyjaźnić z tą White z Twojej klasy. –Odrzekł Harry z wyraźnym „ale” w głosie.
- Ej nie Harry nie pozwól jej – Powiedział stanowczo Louis – Ta cała White wygląda jakby miała zaraz kogoś zabić wzrokiem.
- Ej przestańcie! Jesteście bardzo nie mili! Pogadaliście z nią chociaż? – spytałam zbulwersowana.
- Żeby zamieniła mnie w żabę lub coś gorszego? – spytał z sarkazmem Louis – Nie dziękuje.
Wkurzyli mnie . Jak mogą oceniać kogoś kogo nawet nie znają?! Nagle zadzwonił dzwonek.
-No dobra teraz mamy razem muzykę - powiedział Louis wstając. – Tylko się nie patrz na Moon, bo Cię utopi w łyżce wody.. albo i nawet bez łyżki! 
- Ja pierdziele Louis pomińmy fakt, że to zdanie nie miało sensu, ale możesz przestać? – krzyknęłam.
- Dobra wyluzuj… Chodźcie – Harry chwycił mnie za rękę chcąc uniknąć kłótni. Wiedział że jak Ja i Louis zaczniemy się kłócić to nie będzie już czego zbierać. I tak Go kochałam.
Przeszliśmy pod sale muzyczną . Dalej nie mogłam zrozumieć o co im wszystko chodziło. Przecież to zwykła dziewczyna. Ohhhh głupi Harry!
Nagle zauważyłam Moon stojącą pod drzwiami i szepcącą coś do chyba nauczyciela muzyki. I chyba się dobrze dogadywali. Jak na moje oko za dobrze jak na relacje uczeń-nauczyciel.
- Nie wydaje Ci się to podejrzane? – spytał Harry obejmując mnie w talli.
- To że dziewczyna rozmawia z nauczycielem?
- Nie widzisz gdzie trzyma ręce?- Spytał Harry ze zirytowanym głosem. Chyba go na serio zaczynałam wkurzać. Spojrzałam na nich i faktycznie. Niby to nie rzucało się tak strasznie w oczy ale profesor… Matt (Chyba tak mu było) Swoim palcem wskazującym przesuwał po tali dziewczyny 
– Co Ty Jej tak bronisz? Nawet Jej nie znasz.
- Ty też – zarzuciłam Mu po czym wyrywając się z jego uścisku ruszyłam do sali przelotnie patrząc na Moon i Naszego nauczyciela. Harry westchnął ciężko jak zwykle ignorując moje kaprysy i ruszył do sali za mną.
- 5 ławka - odrzekł mój chłopaka popychając mnie lekko w stronę ławki. Przed Nami siedział Louis z Liamem.
- Widziałeś? – Zwrócił się Louis do Harrego -  obściskiwał Ją jakby byli ze sobą.
Westchnęłam ciężko starając się go zignorować, po czym usiadłam rzucając torbę na ziemie.
- Odpuść już – powiedział Harry  do Louisa.
- Dzień dobry – do sali wszedł Matt i nawet na mnie nie spojrzał. Moon (tradycyjnie jak mniemam) usiadła sama w ostatniej ławce. Zrobiło mi się jej żal. I jeszcze ten nauczyciel. Wyglądał podejrzanie.
- Dobrze. Dzisiaj powtórzymy triady harmonicznie i jak nam się uda to zaczniemy interwały.
Odpuściłam sobie tą lekcje. To wszystko już dawno przerobiłam a Moon mnie strasznie intrygowała. Zastanawiałam się czy to przez to ,że była taka samotna, czy może ta całą sytuacją przed lekcją.
Po chwili zadzwonił dzwonek.
- Moon zostań proszę jeszcze chwile po lekcji - Odrzekł Matt pakując swoje rzeczy.
- Yhm.. pewnie będą się lizać na zapleczu - Louis. Jak zwykle musi się odezwać. Nauczyłam się Go ignorować.
Wyszliśmy ostatni z klasy zamykając drzwi. W środku została Moon i profesor. Poszłam do szafki Harrego i zabrałam z niej moje rzeczy.
- Proszę – Zayn zmaterializował się przede mną i dał mi kartkę z jakimiś cyframi.
- Co to? - spytałam biorąc kartkę do ręki.
-Sejf do szafki. Szafka numer 235.
- Ooo. Dziękuje – odrzekłam uśmiechając się do niego a On również mi odpowiedział uśmiechem.
Musze się chociaż przedstawić tej Moon.
-- Harry poczekaj na mnie na zewnątrz a ja skoczę jeszcze do toalety.
- No okej to czekam na dziedzińcu – dał mi buziaka w policzek a ja poszłam rzekomo do toalety. Tak naprawdę wróciłam pod sale muzyczną. Moon sprawdzała właśnie coś na telefonie.
 - Hej jestem Kiara a Ty Moon tak? - wystawiłam do Niej prawą dłoń i oczekiwałam z uśmiechem na Jej odpowiedź.
- Pomóc Ci w czymś? - spytała od niechcenia. 
- Chciałam tylko Cię lepiej poznać, wydajesz się być mił..
- To idź do Johna Rowley'a. On Ci powie, żebyś sobie darowała. Tak samo Louis. - powiedziała to stanowczo i poszła w swoją stronę. Dlaczego mnie tak potraktowała?
-Kiara co ja Ci mówiłem?! - nagle tuż obok mnie pojawił się Harry – Miałaś z nią nie rozmawiać!
Dziewczyna obróciła się słysząc te słowa a ja mogłabym się założyć że widziałam w jej oczach łzę. Jak on mógł?
- Harry co Ty robisz?! – krzyknęłam - Dlaczego to zrobiłeś???
- Bo masz się z nią nie zadawać!!!
- A co zabronisz mi? Co się z Tobą dzieje?! - ruszyłam szybkim krokiem w stronę wyjścia. Jak on mógł? Co ona mu zrobiła? Od kiedy Harry jest Takim brutalem?
- Kiara poczekaj! – chwycił mnie za nadgarstek.
- Daj mi spokój! – krzyknęłam – Czemu JA tak traktujesz?! Co ona Ci zrobiła? Nie chce żeby ktoś był traktowany tak jak ja! – w oczach pojawiły mi się łzy.
- Kiara uspokój się. Przepraszam. – przytulił mnie do siebie głaskając po głowie – nie chce żeby coś Ci się stało. Ale martwię się o Ciebie.
- Ale… - odrzekłam przez łzy.
- Już uspokój się - odrzekł chwytając moja twarz w dłonie – Jak bardzo Ci na tym zależy to pogadaj z nią .  Tylko…- zawahał się przez chwile – Uważaj na siebie dobra? Pokiwałam tylko głową.
- Jak Ja nienawidzę kiedy płaczesz - powiedział Harry i otarł kciukiem łzę która spłynęła mi po policzku. Uśmiechnęłam się tylko blado do niego. Potrafiliśmy się komunikować bez słów. Po woli zbliżył swoją twarz do mojej a nasze usta zapłonęły delikatnym aczkolwiek wyniosłym ogniem. Prawą ręką przyciągając mnie do siebie a lewą wplótł w moje włosy. Moje dłonie powędrowały na jego skórzaną kurtkę. Czułam się tak
bezpiecznie przy nim. Nagle nie wiem jak ale na niebie nie było żadnej chmurki tylko piękne słońce jak na wrześniową pogodę przystało i nagle ni z stąd ni z
ową niebo przesłony deszczowe chmury i zaczął padać deszcz.
Uśmiechnęliśmy się ale nie przestaliśmy się całować. Przez kolejną
minute tkwiliśmy tak w deszczu. Jak ja uwielbiam pocałunki w deszczu ~^^~.
Nagle chmury się rozproszyły i na bezchmurne niebo znów wróciło słońce.
Popatrzyliśmy z Harrym w górę cali przemoczeni od deszczu.
-Moon...-odrzekł tak cicho że nie mogłam tego usłyszeć- no to co
idziemy? -Spytał z uśmiechem chwytając moją rękę.
     poszliśmy w stronę parkingu. Harry jak zwykle trajkotał o zespole,
że chcą iść do mam talent. W sumie ten pomysł mi się podobał... Gdyby
wygrali mogli by się wybić dość wysoko.
       Obok naszego [ czytaj Harrego] samochodu stał Louis któremu się
popsuło auto i był tym faktem załamany, ponieważ z domu do szkoły miał
aż całe 700 m  wiec musiałby iść 10 minut co by było straszne. Tak
że Harry zobowiązał się na czas kiedy Louis nie będzie miał samochodu
zawozić i przewozić go do szkoły. Dzisiaj rano zrobił wyjątek dlatego
bo musiał po mnie pojechać wiec pan Tomlinson zabrał się z Niallem na
skuterku. Tylko że i tak źle i tak nie dobrze bo Niall był po Louiego 10
po 7 czyli musiał wstać o za 15 siódma żeby się wyrobić.
-No ile można na was czekać????-spytał starając się otworzyć zamknięty
samochód.
-Bida bez samochodu co nie?-odrzekł Mój chłopak otwierając pilotem
swoje srebrne volvo.-Louis do tylu.
-Hyy…- krzyknęłam nagle – zapomniałam wziąć telefonu chyba został Harry u Ciebie w szafce.
- Łamaga –westchnął mój chłopak opierając się o samochód – Iść z Tobą?
-nieee spoko trafie. – Podałam mu moja torbę.- za chwile wracam.
- Masz 3 minuty – powiedział z uśmiechem Harry wsiadając do auta.
Udałam się w stronę parku przez który najszybciej dojadę do szkoły. Jak mogłam zapomnieć mojego kochanego iPhonika? Nagle prawie naprzeciwko mnie zobaczyłam Moon White biegnącą wgłąb parku. Zaintrygowało mnie to.Co Ona tu robi? Dobra trudno idę za Nią. Poszłam za Moon. Nie wiem czemu mi na tym tak strasznie zależało. Starałam się ją śledzić tak aby dziewczyna mnie nie zauważyła.
Usiadła pod drzewem. Myślałam że znowu zacznie czytać swoją książkę , ale tym razem… wzięła mysz. Po cholerę jej mysz?Schowała ją pudełka z płatka,i śniadaniowymi. Mniam. Zaczęła robić coś dziwnego ręką jakby… czarowała tą mysz. Chwile po tym zwierzątko zaczęło przeraźliwie piszczeć a chwile potem…Ucichło. Nie żyło? Tylko jak? Coś dziwniejszego stało się jednak potem. Jednym ruchem ręki przywróciła ją do życia. Byłam w takim szoku że gdyby się odwróciła to na 100% by mnie zobaczyła. I to po chwili zrobiła. Nasze spojrzenia się spotkały. Przez 2 sekundy które trwały jak wieczność patrzyłyśmy na siebie. Ja ze wzrokiem mówiącym „Co Ty zrobiłaś?!” a ona „ To nie tak jak myślisz”. Wyrwałam się z zamyśleń i postanowiłam, że zignoruje tą cała sytuacje i pójdę do szkoły poszukać telefonu. Coś jednak było silniejsze. Starałam się uspokoić ale nie wychodziło mi to zupełnie. Szłam szybkim krokiem przez najbardziej zapuszczoną część parku. Emocje szargały we mnie jak oszalały. Nie wiedziałem co się ze mną dzieje. Zaczęłam szybciej oddychać. Zaczęło mi się kręcić w głowie. Wszystko wirowało a Ja miałam ciemne mroczki przed oczami. Stanęłam na chwile aby się uspokoić. Nigdy wcześniej coś takiego się nie działo. Chciałam zadzwonić po Harrego ale przypomniałam sobie że zgubiłam telefon. Pochyliłam głowę na dół. Kiara uspokój się. Mówiłam sama do siebie.
-Kiara poczekaj! – usłyszałam głos Moon i wtedy zrobiłam coś bardzo głupiego. Rzuciłam się biegiem. Nie mal natychmiast zobaczyłam czarną ciemność. Potem nie pamiętałam już nic

                                      ******************************************

Otworzyłam oczy. Zobaczyłam nad sobą błękitne niebo oraz korony drzew. Podniosłam się do pozycji siedzącej i od razu poczułam przeraźliwy ból głowy oraz nudności i zawroty głowy. Chwyciłam się rękami za głowę dalej nie wiedząc co się przed chwilą wydarzyło.
-Boże Kiara co Ci się stało?!- Spytał Harry podbiegając do mnie i odciągając moje dłonie od twarzy. Światło zadziałało jak bomba atomowa. Od razu zrobiło mi się nie dobrze a zawroty głowy się nasiliły.
 Ej dobra nie… uspokój się  - powiedział cały spanikowany –Nie no nie wiem co mam robić.
-Harry ogarnij się! Nic minie jest. – Powiedziałam
-No ale.. Dobra dzwonie po karetkę.
-Nie nigdzie nie dzwonisz. Po prostu zabierz mnie do domu.
-Kiara ty zemdlałaś! I kręci Ci się w głowie i… Jezus Maria nie znam się!
-Ogarnij się!- Starłam się wstać. Natychmiast jednak zakręciło mi się w głowie i gdyby Harry mnie nie złapał znowu bym upadła.
- Nie widzisz co się z Tobą dzieje? – spytał obejmując mnie dość mocno w talli. – zawiozę Cie do szpitala. – odrzekł stanowczo
-Harry…
- Nie dyskutuj!
Poszliśmy razem do auta. Nie chciałam nic mówić ale to wyglądało mi na wstrząs mózgu.
- Hsrry co Ty z Nią zrobiłeś?! – spytał zaskoczony Louis wychodząc z auta.
-Nic mi nie jest – powtórzyłam.
-No nic Ci nie jest tylko wyglądasz jakbyś miała zaraz zemdleć.
-Louis bierz ją do tyłu i jedziemy doi szpitala.- odrzekł mój chłopak pomagając mi wejść do samochodu. Louis usiadł z drugiej strony.
Harry jak zawsze jeździł ostrożnie to dzisiaj jechał jak wariat.
-Harry zwolnij nic mi nie jest. Jak się rozbijemy to nie będzie czego zbierać.
- Kiara nic Ci nie jest?! Proszę Cie skończ!
Nie chciałam się z nim kłócić więc postanowiłam się zamknąć. Po kilku minutach dojechaliśmy do szpitala w którym pracował Carlisle.
Harry zaparkował przed szpitalem. Błyskawicznie wysiadł z auta otwierając mi drzwi i pomagając wyjść z samochodu. Stanęłam na drodze i od razu poczułam że tracę siłę w nogach. Wtuliłam się w Harrego a raczej opadłam na niego z braku sił.
-Kiara co się dzieje?- spytał zaniepokojony.
Nie dałam rady nic powiedzieć. Poczułam, że odlatuje.
- Ej ej ej Kiara! –odrzekła przerażony Harry- Louis leć po kogoś!
Potem nie pamiętałam już nic.
-… podajemy płyny i 5 mg magnezu dożylnie. Migiem.
Usłyszałam głos Carlisle i pikanie kardiomonitora. Otworzyłam pomału oczy i zobaczyłam Carlisle w białym kitlu. Miałam nogi zgięte w kolanach, a obok mnie stał dr Eryk, kolega Carlislea z pracy i mierzył mi temperaturę.
-Co się stało? – spytałam
- Zemdlałaś – odrzekł Carlisle podłączając kroplówkę do wenflonu który wcześniej mi już założyli. Na szczęście nic nie czułam - Masz prawdopodobnie wstrząs mózgu. Niezły początek szkoły co nie? - zapytał z uśmiechem siadając na krześle obok mojego łóżka.
- Dzwoniłeś do rodziców? - zapytałam, ale od razu tego pożałowałam, bo poczułam mdłości, które się nasiliły.
- Jeszcze nie, najpierw musiałem Cię odratować - uśmiechnął się.
Nagle zrobiło mi się ciemno przed oczami i jeszcze bardziej mnie mdliło. Odruchowo przyłożyłam rękę \ do głowy, która wg mnie pulsowała, a kardiomonitor zaczął niepokojąco szybko, nierównomiernie pikać.
- Kiara kręci Ci się w głowie? - spytał Carlisle, odciągając moje ręce od twarzy. Nie odpowiedziałam. Miałam nadzieję, że się domyśli. Brakowało mi powietrza, więc mój oddech się znacznie przyspieszył.
- Kiara spokojnie. Uspokój się - chwycił mnie za nadgarstki i starał się mnie uspokoić.
- Siostro Belomecyna 2mg i chistoplazmina 2mg dożylnie - odrzekł Carlisle donośnym głosem do pielęgniarki.
Zrobiło mi się jeszcze bardziej ciemno przed oczami. Ponownie chwyciłam się ponownie za głowę.
- Carlisle... - zdążyłam tylko tyle powiedzieć i straciłam kontakt z otoczeniem.

Otworzyłam oczy. W pierwszej chwili nie wiedziałam gdzie co i jak. Rozejrzałam się po pokoju. Zobaczyłam białe ściany szpitalnego oddziału pediatrycznego.
" No tak.. jestem w szpitalu.."
Chciałam sprawdzić, która godzina, więc sięgnęłam po telefon, który jak mniemam był na szafce obok łóżka. Odwróciłam się i zobaczyłam Moon. Była wpatrzona centralnie przed siebie. Co Ona tu robi? 


* Chciałam przeprosić za błędy Hermesa, ale musicie to uszanować gdyż iż ponieważ jest dyslektyczką. Starałam się to wszystko popoprawiać, ale nie wszystko mi się udało. Tego jestem pewna. Pozdrawiam :3 *

czwartek, 18 grudnia 2014

Rozdział pierwszy (Oczami Kiary Cullen)



Obudziłam się o 7 rano. Spojrzałam przed siebie i jak zwykle zobaczyłam na ścianie zdjęcie z moim chłopakiem Harrym.Chodził do tej samej szkoły do której miałam dzisiaj pierwszy raz iść. Był to internat dla uczniów specjalnie uzdolnionych a nie takich zwykłych normalsów z przeciętnego ogólniaka. Harry oraz jego koledzy i jednocześnie moi przyjaciele których traktowałam jak braci, mieli swój zespół. Ich wspólnym talentem był genialny głos. Mój głos też nie był zwyczajny (skromność). Jak to określał mój chłopak "Syreny przy mnie wysiadają". Nie byłam jednak przekonana czy chce tam pójść. Jednak mój tata uważa że jeśli mam warunki, ambicje i cel, to powinnam się kształcić. Tym bardziej że w poprzedniej szkole jakoś nie bardzo za mną przepadali. Może dlatego że starałam się nie wychylać przed szereg. Dopiero kiedy poznałam Harrego jakoś zaczęłam się otwierać do ludzi. Rodzice myśleli że to przez naszą wampirzą naturę jestem odrzucana. Tak, jestem wampirem. Teoretycznie hybrydą. Pół człowiekiem, pół wampirem. Wiedziała o tym tylko nasza rodzina, która też należy do rasy wampirów. I nikt więcej, nawet Harry. Wiem, że moi rodzice byli bardzo wdzięczni Harremu, że pomógł mi się za klimatyzować. A ja Go tak strasznie kocham, że nie wiem co bym zrobiła, gdyby Go nie było. Wyrwałam się z zamyśleń i wstałam z łóżka. Podeszłam do wielkiej szafy z lustrem, otworzyłam ją w nadziei, że znajdę w niej coś co by nadawało się do nowej, niezwykłej szkoły, dla nienormalnej nastolatki. No dobrze, co my tu mamy ze starannie poukładanych ubrań przez Alice, przyszywaną siostrę mojego taty. Po wstępnych założeniach stwierdziłam że ubiorę się w to.



Zeszłam na schodach do jadalnie. Na dole przy dużym drewnianym stole siedział mój tata, Edward i Carlisle. Przyszywany ojciec mojego taty. Jest chirurgiem i pomimo Jego wampirzej natury, zapach krwi, nie robił na Nim żadnego wrażenia, a tym bardziej, nie doprowadzał do szaleństwa. Wypełniał jakąś dokumentację medyczną, na laptopie. Ja też tak jak On, chcę zostać lekarzem. Może nie chirurgiem, ale do wybrania specjalizacji jeszcze mi daleko. Dlatego w tym liceum, idę na profil bio-chemiczny, tak samo jak Zayn Malik, jeden z członków zespołu mojego chłopaka.
- Dzień dobry - odrzekłam lekko zaspanym głosem.
- Cześć córciu - odrzekł mój tata - Co chcesz na śniadanie?
- Nie dziękuję, nie jestem głodna - powiedziałam, siadając przy stole.
- Kiarcia, co ja mówiłem o odchudzaniu się? - spytał Carlisle nie przerywając swojej pracy.
- Ja się nie odchudzam! Tylko po prostu nie jestem głodna.. - może tego nie było widać, ale w środku byłam spanikowana jak małe dziecko.
Nagle tuż przede mną, pojawił się mój tata i podał mi talerz z tostami i szklankę soku pomarańczowego, po czym odsunął krzesło i usiadł naprzeciwko mnie.
- Wiem, że się denerwujesz ale nie masz czym - odrzekł spokojnym głosem, starając się mnie podnieść na duchu - Nie będziesz tam sama. Będzie z Tobą Harry i cała reszta, a z Zaynem w dodatku będziesz w klasie. A teraz zjadaj szybko bo Twój kochaś zaraz przyjdzie.
Uśmiechnął się do mnie promiennie wstając i zmierzwiając mi włosy, które starałam się uczesać przez 30 min. Dzięki tato. Stwierdziłam, że i tak nie dam rady przełknąć ani kęsa, więc wypiłam tylko sok. Tata popatrzył na mnie znacząco. Miałam nadzieje, że dzisiaj ten jeden jedyny raz mi odpuści. Nagle usłyszałam dzwonek do drzwi. Zerwałam się z krzesła i pobiegłam otworzyć mojemu chłopakowi. Przekręciłam zamek i zobaczyłam Harrego. Miał na sobie ten komplet ubrań.



- Hej słońce - przywitałmnie po czym pocałował mnie w usta.Swymi silmymi dłońmi idealnego barybasu objąl mnie w talli przyciągając do siebie, a ja swoje dłonie położyłam na jego torsie. Mimo tegob że byliśmy ze sobę już dwa lata to jednak przy każdym pocałunku i przy każdym chociażby jego zapachu kręciło mi się w głowie. Aż trudno zrozumieć że to wszystko zrozumieć zże to wszystko zdarzyło się na przełomie zaledwie 2 sekund.
- Gotowa na pierwszy dzień w szkole? - zapytał osuwając się ode mnie.
- Nie - odrzekłam krótko zwięźle i na temat.
- Nie masz się czego bać słonko - odgarnął niesforny kosmyk moich długich brązowych włosów za ucho.
- Zobaczymy... Idź do kuchni tam jest mój tata i Carlisle a ja polece po torbę na góre.
- No to leć - odrzekł Harry z hipnotyzującym uśmiechem. Przewrociłam tylko oczami i pobiegłam na górę.
Harry nie był wtajemniczony w naszą tajemnice rodzinną. po części dla tego że nikt nie mógł o tym wiedzieć a po części dlatego że bałam się że kiedy dowie się czym naprawdę jestem to mnie zostawi. Weszłam do pokoju i wzięłam wszystkie potrzebne rzeczy do szkoły. Za nim wyszłam z pokoju spojrzałam przelotnie w lustro, aby sprawdzić czy wyglądam jak człowiek po czym zeszłam na dół.
- Harry proszę Cię zaopiekuj się Kiarą - powiedział mój tata z troską w głosie.
- Niech się pan nie martwi - odrzekł Harry - Jest dla mnie najważniejsza i nie pozwolę żeby była smutna.
Przysłuchałam się tej rozmowie. To było dość nienaturalne,ale i kochane. Weszłam do kuchni
- Idziemy? - spytałam Harrego chwytając go za ręke.
- No idziemy - uśmiechnął się z westchnieniem.
- No to miłego dnia dzieciaki - powiedział tata po czym pocałowałam go w policzek na pożegnanie.
- Carlisle już poszedł? -spytałam.
- Tak i bierze dwie zmiany w szpitalu.
- Eh no i dobra - wzięłam głęboki wdech - No to jedziemy . Pa tato!
- Do widzenia - pożegnał się Harry i udaliśmy się razem do szkoły.
Cała drogę opowiadał mi o szkole i o tym jak jest podekscytowany, tym że będę chodzić z nim do szkoły. Ja tylko potakiwałam bo może nie było tego widać ale stresowałam się. Nie byłam jakaś wyjątkowa, a jak mnie nie polubią tak jak w poprzedniej szkole? Dobra Kiara stop. Za dużo myślisz. Nie myśl tyle.
- Dzięki że mnie słuchasz-powiedział nagle Harry z uśmiechem wyrywając mnie z zamyśleń
- A co.. Nie, Ja Cię słucham.
- Yhm oczywiście... Jak coś chcesz - zapomniałam jeszcze wspomnieć że Harry miał już prawo jazdy tak że za minutę będziemy na miejscu. O nie nie nie...
- Harry może jednak zrezygnuje -odwróciłam się gwałtownie do mojego chłopaka cała spanikowana. - Kiara spokojnie - położył mi rękę na mojej dłoni starając się mnie uspokoić - Nie denerwuj się naprawdę nie masz czym - powiedział patrząc mi w oczy.
-Na drogę patrz! - upomniałam go siadając prosto na fotelu i starając się uspokoić moje serce które biło zza dużą częstotliwością
- Czy Ja kiedyś chociaż mandat dostałem? O wypadku już nie wspomnę - jak on dawał radę być taki wyluzowany?
- No ale jak będzie ten pierwszy raz to nie będzie tak fajnie.
- Jesteś tego pewna? - spytał z nonszalanckim uśmiechem patrząc na mnie. Na początku nie zajarzyłam o co mu chodzi.
- HARRY TY IDIOTO! - mimowolnie się uśmiechnęłam on zawsze umiał mnie rozśmieszyć.-testosteron wali Ci do głowy naprawdę.
- Skoro tak uważasz- skręciliśmy i tuż przed nami pojawiła się szkoła. Spojrzałam na zegarek. Była 7:34 więc miałam sporo czasu.
- Kiara żałuj że nie widzisz teraz swojej miny - odrzekł parkując obok czerwonego mini-vana. Strzelam że Niala, kolegi Harrego z zespołu.
- Nie denerwuj mnie proszę Cię! - prawie krzyknęłam cała w emocjach. Harry pokręcił głową z uśmiechem odpinając pasy i wychodząc z auta. Wzięłam głęboki oddech i zrobiłam to samo. Mój chłopak zamknął za mną drzwi i odparł mnie o auto kładąc rękę nad moją głową i uniemożliwiając mi przejście.
- Musisz być złośliwy! - spytałam odpychając Go i idąc w stronę szkoły.
- Coś konkretnego się stało czy tylko okres się zbliża? - spytał śmiejąc się po czym podszedł do mnie obejmując w talli.
- Nie wkurzaj mnie bo kiedyś nie wytrzymam i Ci przyłożę.- dostrzegłam również obejmując Go w pasie.
- Chciałbym to zobaczyć!
Byliśmy coraz bliżej szkoły i coraz bardziej się bałam. Weszliśmy do tego przeklętego miejsca i zamurowało mnie. Chłopcy mi mówili, że szkoła należy do ładniejszych ale, że aż tak bardzo to się nie spodziewałam. Ściany były śnieżno białe w niebieskie trójkąty. Wszystko było takie schludnie i poukładane.
- Ślicznie tu co? - spytał retorycznie Harry.
- I to jak - nadal nie otrząśnięta z szoku podziwiałam wnętrze szkoły.
-Później się będziesz eksajtingiwac a teraz idziemy do szatni.
Udaliśmy się przez szkołę schodami w dół. Mimo że było dość wcześnie i u mnie w starej szkole było by może 5 osób na krzyż to tutaj było ich całkiem sporo. Czułam na sobie wzrok wszystkich. Doszliśmy do szatni. Były tam ustawione kolorami szafki zamykane na sejf. Nie spodziewałam się czegoś takiego. Podeszliśmy do rzędu z czerwonymi stawkami.
- Louis nie! Mówiłem Ci że ja chcę je dzisiaj!
- To masz problem!
- Nie mam problemu! To ty masz problem!!! - Niall kłócił się o coś z Louisem
- Oni tak zawsze?-zapytałam Harrego
- Nom... Mniej więcej 5 razy dziennie Ale i tak się kochają.
Zobaczyłam chłopaków którym jak zwykle odwalało. To znaczy tylko Louisowi i Niallowi. Rzucali się o..  to chyba były żelki. Zayn rozmawiał z Perie swoją dziewczyną, która tak jak on i ja jest w klasie bio-chemicznej. Liam jak zwykle spokojny i ułożony studiował sobie w kącie podręcznik do WOS-u. Ten znowu jest na humanie bo chcę iść na prawo. Niall jest na informatyce Ale ten cały czas mógłby pykać to na komputerze i telefonie, więc jest w swoim żywiole. Louis jest na pol-bio. Idzie na psychologie ale z takimi ocenami jak ma teraz to chyba mu nie wyjdzie. A mój Harry jest w klasie matematyczno-geograficznej. Ekonomia. Kompletnie faceta nie rozumiem.
- Hej...-przywitałam się blado.
- No dzień dobry bratowa!-krzyknął Louis podchodząc i  przytulając mnie - Żelka?
-Yyy... Nie dziękuję.
Przywitałam się z chłopakami i Perie, ale nadal nie mogłam się wyluzować. Pierwsza lekcja jaką miałam mieć to była Biologia z panem Sylvestrem czy jakoś tak. To miał być mój wychowawca i z tego co mi wiadomo, ma podejście do ucznia. Może dlatego że był przez 3 lata pediatrą.
- No to co Kiara idziemy na pierwszą lekcje w nowej szkole?-spytał Zayn obejmując mnie ramieniem, kiedy zostawiłam swoje rzeczy w szafce Harrego.
- A mam inne wyjście?
- No nie bardzo.-brunet uśmiechnął się promienie. Wzięłam torebkę i pożegnałam Harrego buziakiem w policzek, a chłopaków standardowym "hej" po czym ruszyłam z Zaynem na lekcje. Perrie poszła już wcześniej.
- Jest spina? - spytał prowadząc mnie do klasy gdzie miała odbyć się lekcja.
- No może troszkę...
- Ta troszkę.... - odrzekł - Wyglądasz jakbyś miała zaraz zemleć.
- Tak, zemdleje. Jeszcze tego by mi dzisiaj brakowało.
- Nie będzie tak źle. Tu są naprawdę spoko ludzie... No może oprócz niej - pokazał głową na pewną dziewczynę w białych długich włosach. Siedziała w kącie, czytając jakąś książkę.
- Dlaczego?- spytałam.
- Bo Ona jest.... - szukał najwyraźniej słowa - Dziwna.
- Dlaczego? Bo inaczej wygląda?
- Nie o to chodzi - wyraźnie coś przede mną ukrywał - Uważaj na Nią.
- Nic mi nie zrobiła... A widać że nie ma przyjaciół...- spojrzałam na dziewczynę która była ślepo zaczytana, że nie wiedziała co się dzieje - Jak ma na imię?
- Moon White...- odrzekł niepewnie Zayn.
- Nie ma przyjaciół?
- No jakoś nie bardzo.... Ale to jej wina.
- Nie mów tak... Muszę ją poznać... - skierowałam ku Niej wzrok. Na chwilę oderwała się od swojej lektury i spojrzała na mnie. Natychmiast odwróciłam wzrok.
- No dobra jak chcesz... Ale dla twojego dobra Ci nie radzę... - nagle zadzwonił dzwonek - No, ale no.. Biologia.-odrzekł z uśmiechem. Obok nas przeszedł nauczyciel otwierając drzwi do klasy.
- Zapraszam-odpowiedział przyjaznym głosem. Wyglądał na ok 35 lat i chyba był miły. Przynajmniej na takiego wyglądał.
- Siedzisz z Periee tak? - spytałam Zayna wchodząc do klasy.
- Nie dzisiaj siedzie z Tobą.-odrzekł pewnie idąc do 3 ławki od końca w środkowym rzędzie - I dopóki się nie za klimatyzujesz.
- Dzień dobry-przywitał się nauczyciel
- Dzień dobry -odpowiedzieli mu uczniowie. Zajęliśmy miejsca. Wyciągnęłam książki i piórnik z torby na ławkę.
- No moi państwo, darujemy sobie dzisiaj kartkówencje, dlatego ponieważ mamy w klasie nową uczennice - Spojrzał na mnie z uśmiechem a następnie wszyscy zrobili to samo.
- Kiara chodź proszę na środek- O nie tego nie przewidziałam. Wstałam z miejsca próbując ukryć drżenie rąk. Nauczyciel również wstał. Droga na środek klasy wydała mi się wiecznością.
- To jest Kiara. Wasza nowa koleżanka. I mam nadzieję że szybko za klimatyzuje się w naszej klasie prawda?
- No jak nie jak tak! - powiedział jakiś blondyn siedzący z tyłu, po czym puścił do mnie oko. Ja tylko uśmiechnęłam się blado.
- No to Kiara opowiedz nam coś o sobie - poprosił nauczyciel. Źle. Bardzo źle.
- A więc jestem Kiara Cullen... Uwielbiam muzykę... Gram na gitarze pianinie i czym innym popadnie.... Interesuje się medycyną.... No i chyba tyle...
- No okej. Bardzo ładnie. Ja się nazywam Sylvester Breigtland. Czy ty nie jesteś przypadkiem córką syna doktora Cullena? - spytał podając mi dłoń, która uścisnęłam.
- No tak..
- No to się znamy - uśmiechnął się - Możesz usiąść. Tylko zostań na chwilę po lekcjach.
- Dobrze
- Aż tak źle było.?-usłyszałam Zayna, siadając obok Niego.
- Tak.
- Hej jestem Gideon - powiedział chłopak siedzący przede mną - Nie masz się czym denerwować naprawdę jesteśmy świetną klasą co nie?
- No pewnie! - odrzekł jego kolega z ławki odwracając się do mnie - Martin Letson. Lepiej trafić nie mogłaś - powiedział uśmiechając się przyjaźnie.
- No dobra przedstawicie się pannie Cullen na przerwie a teraz bardzo proszę już uważać - odrzekł pan Breigtland. Jednak chyba naprawdę są bardzo mili. Nie potrzebnie się bałam. Na lekcji rozmawialiśmy o pracy mięśnia sercowego. Była to moja pierwsza lekcja, dlatego starałam się skupić i uważać. Myślami jednak wróciłam do tej dziewczyny. Jak jej było? MOON. Zrobiło mi się jej żal. Tak zupełnie bez przyjaciół. Odrzucona na bok. Sama. Wiedziałam co to znaczy, dlatego nie chciałam żeby ktoś miał tak samo. I czemu Zayn jest taki uprzedzony? Nie rozumiem. Nagle zadzwonił dzwonek.
- Poczekam na zewnątrz - powiedział Zayn a ja podeszłam do biurka pana Sylvestra.
- Siadaj Kiara nie bój się - usiadłam w pierwszej ławce a on poszedł zamknąć drzwi - Rozmawiałem z Harrym i mi powiedział o Tobie wszystko. Między innymi to, że się strasznie stresujesz - zaczął spokojnie - jak sama zobaczyłaś niema czego. Ale pamiętaj że jak byś miała jakikolwiek problem. Naprawdę dotyczący każdego tematu to ja tu jestem.. Okej?
- Yhm..
- No to Zayn Ci pokaże szkole... Jak coś to puk puk i możemy pogadać. I zobaczysz za tydzień będzie już w porządku - uśmiechnął się - dobra to zmykaj
- Dziękuję panu - podziękowałam grzecznie i wyszłam na korytarzu czekał Zayn.
- I jak? Sylwuś jest świetny no nie?
- Nom, całkiem spoko... Co mamy teraz?
- Historie - odrzekł załamanym głosem Zayn.
- O nieee!!! - jęknęłam - A już zaczynała mi się podobać ta szkoła - uśmiechnęłam się do przyjaciela i razem powędrowaliśmy ku sali historycznej.

piątek, 12 grudnia 2014

PROLOG

- Witajcie - przywitał się nauczyciel biologi - Dzisiaj tak jak obiecałem, będę Was pytać z ostatniej lekcji. Ktoś chętny? 
Nastąpiła cisza. Wszyscy zaczęli się rozglądać lub chować głowy.Tylko ja obojętna na tą całą sytuacje i nie wzruszona siedziałam prosto znudzona gapiąc się w nauczyciela.
-Nie ma chętnych?- spytał z tym charakterystycznym dla siebie zadziornym uśmiechem.-a więc dobrze... no to będę pytał państwa po kolei z dziennika.
      Gdy Mr. Sylvester pytając co drugą osobę doszedł do "R" a konkretnie do Johna Rowleya, ten popatrzył na mnie wzrokiem mówiącym "albo mi podpowiesz albo nie żyjesz". szczerze to nie wzruszyło mnie to ani trochę. Trudno. Łajza się nie uczy to teraz ma.Na przerwie wszyscy z mojej klasy patrzyli ma mnie, jedni z uznaniem, a Ci drudzy jak na szaleńca który na własne życzenie sprowadził na siebie ciemną chmurę. Od początku wiedziałam że mu się to nie nie spodoba, ale trudno. Ja mam swoje życie on ma swoje.Następnie mieliśmy ostatnie dwie lekcje WF-u. W połowie ostatniej lekcji nasz kolega taki sam łamaga jak Rowley nie umiał złapać piłki i miał namiętną randkę z podłogą . WF-istką jak zwykle przewrażliwiona pobiegła z nim do higienistki. John idealnie wykorzystał tą sytuacje. 
- No proszę, proszę...-odrzekł Rowley podchodząc do mnie ze swoimi kolegami którzy zadawali się z nim tylko dlatego żeby wybić się z cienia normalnych.- White podpadłaś mi wiesz o tym?
- Jakoś nie za bardzo mnie to interesuje - odrzekłam rzucając piłkę do kosza.
-White jesteś w tej szkole na tyle długo żeby wiedzieć że ja tu rządzę wiec rozumiesz że za taką sytuacje należy Ci się kara.-podszedł coraz bliżej. Zaczęłam się bać ale nie pokazałam tego tylko dalej ćwiczyłam rzuty do kosza. 
-Słuchaj maleńka nie pogrywaj sobie za mną-szarpnął mną chwytając mnie za nadgarstki.- Nie masz życia w tej szkole! Chłopaki noga.-Ci dwaj podeszli do Johna .-Trzeba pokazać naszej szmacie kto tu rządzi.
-Zostawcie mnie... -nie chciałam im pokazać, że się boję ale nie dałam rady tego nie pokazać to było silniejsze ode mnie. Zamknęłam oczy. Poczułam pierwsze uderzenie w twarz. Następnie dostałam z pięści w klatkę piersiową i zaczęło mi brakować powietrza. Nagle stało się coś dziwnego. Nie czułam bólu a oddech stał się taki jaki miał być. Tylko dlaczego? Otworzyłam oczy... chłopcy wylądowali na ścianie. Dopiero teraz zorientowałam się że, mam ręce w górze. Opuściłam je a Ci idioci spadli ze ścian na boisko. Spojrzałam na dłonie. Uniosłam je znowu zdezorientowana, ku górze. Sprzęty sportowe pofrunęły kilka metrów dalej. Ogarnął mnie paniczny strach. Teraz zorientowałam się, że wszyscy skupili się na mnie. Popatrzyłam znowu na dłonie. Chwyciłam się za głowę i z przerażenia krzyknęłam. Spanikowałam.
Nie wiedziałam co się ze mną dzieje, nigdy wcześniej tak nie miałam. Po chwili zwróciłam uwagę, że w sali sportowej panowało coś na podobieństwo burzy. Wszyscy zaczęli uciekać. Zostawili mnie samą ze sobą. Byłam tak sparaliżowana strachem, że mięśnie odmówiły mi posłuszeństwa. W skrócie byłam przerażona. 

Po tym wydarzeniu dowiedziałam się, że jestem magiem żywiołów. Powiedział mi to nauczyciel od muzyki, Matt Solberg. Tylko On się wtedy mną zainteresował oraz zaopiekował. On też jest inny. Podobny do mnie, różniła Nas tylko specjalizacja. On był magiem entropii (tzn magiem umysłu). Mówił, że nie musimy spać, jeść ani robić innych czynności, bez którego człowiek nie miałby szans przeżyć. A jednak robimy to z przyzwyczajenia i ich dezorientacji . Matt szkoli mnie by panować nad emocjami oraz magią. 

Tydzień minął od poznania moich możliwości. Nikt się do mnie nie odzywa, nawet nauczyciele mają mnie gdzieś (z wyjątkiem Matta). Aczkolwiek zawsze byłam ta inna, może ze względu na moje włosy, które są białe? Nie wiem. Natomiast wolałam być niezauważana, niż być w centrum uwagi. Czyli są tego jakieś plusy. Chociaż tyle. 

~ Hermes
~ Łikki 
Dwie nowe blogerki, piszące opowiadanie o dwóch nastolatkach. Z fragmentami o Zmierzchu, One Direction i jedną postaciom z bloga Łikki