Coś poszło nie tak, ale dlaczego? Co zrobiłam źle? Przecież wzięłam te tabletki. Powinny mi pomóc. O jeju..
- Często Ci się to zdarza? - spytał mnie Carlisle.
- Nie.. - skłamałam.
- Mhm.. Kto Ci dał te tabletki? - pomachał mi przed twarzą, opakowaniem z moimi drażetkami. Mogłam je schować.
- Pielęgniarka mi je dała.. - skłamałam po raz kolejny. Chyba słabo mi to wyszło. Niech ten facet da sobie spokój i zajmie się swoim życiem.
- Dobra, nie interesuję się już tym - uśmiechnął się w moją stronę i poszedł. To było dziwne, tak jakby czytał mi w myślach.
- A nie mówiłam? - usłyszałam słowa Kiary - Nienawidzę tego całego Matta.
- Weź to nie jego wina. On się o mnie martwi - odrzekłam zgodnie z prawdą. Gdyby Matt się nie martwił, nie dawałby mi tego.
- Ta martwi.... Nie długo trafisz przez niego do szpitala z anemią.
- Czemu Ty go tak nie cierpisz?! Nawet go nie znasz! - krzyknęłam.
-Uspokój się i nie podnoś mi ciśnienia. -Powiedziałam wkurzona - Jesteś naiwna. Jesteś cholernie naiwna.
- Nie twój interes czy jestem naiwna czy też nie. Nie znasz Go i nie wiesz nic o Nim. - powiedziałam podciągając nogi do klatki piersiowej. Dalej oglądałyśmy telewizje. Przez jakieś 30 min atmosfera była napięta, ale potem wróciła do normy.
- Wiesz.. Ja.. Mam do Ciebie pytanie..
- Znowu coś ze mną i Harrym? - uśmiechnęła się lekko.
- Nie.. Znaczy tak trochę tak..
- No mów - ponagliła mnie wesoło.
- Jak to robisz, że wszyscy Cię od razu polubili? - spojrzałam Jej prosto w oczy.
- Wiesz.. - westchnęła - Sama nie wiem. W sumie nie jestem jakoś mega lubiana.
- Tak trochę jesteś.. - podrapałam się po głowie.
- Czy ja wiem? Hm.. Ważne, że mam Harrego.. i innych haha - zaśmiała się. Też bym chciała być tak lubiana jak Ona. Mieć chłopaka, przyjaciół, rodzinę. Ona ma fajne życie. Jest NORMALNA, nie to co ja. Kiedyś chcę założyć duuuużąą rodzinę! Tak! Będę miała 3 dzieci! I psa Husky! I będziemy mieszkać we Francji! Chcę być potem szczęśliwą babcią i mieć dużo wnuków.
- Moon? - Kiara machała mi ręką przed oczami.
- Tak? Coś się stało? - zerwałam się.
- Haha nic, chyba się zamyśliłaś. Pytałam się czy chcesz zostać na noc?
- Nie mogę.. Muszę iść do internatu.. I jeszcze do biblioteki.
- Po co?
- Muszę wypożyczyć lekturę i zacząć powoli czytać.
- Weź wyluzuj haha.. Wiemy nauka to podstawa, ale trzeba trochę zluzować wodzy.
- Lubię się uczyć.. To moje hobby - odrzekłam na co Ona wybuchła śmiechem. Co w tym dziwnego?
- Mhm.. Haha.. Wybacz - uśmiechnęła się.
- Która godzina?
- 16:55
- Dobra to ja już idę - westchnęłam - Dziękuję, za zaproszenie
- Ja dziękuję, za to że przyszłaś - powiedziała i podprowadziła mnie pod drzwi. Gdy chwyciłam za klamkę Kiara szepnęła coś w stylu:
- Moon, uważaj na Niego proszę.. - odwróciłam się. Głowę miała spuszczoną do dołu. Przez moment wydawało mi się, że płaczę. Pewnie miałam zwidy. Przecież nikt z mojego powodu nigdy nie płakał i nie będzie.
- To cześć, do poniedziałku - pożegnałam się i poszłam. Tak naprawdę, to nie muszę iść do biblioteki (bo lekturę już dawno przeczytałam). Chcę się spotkać z Mattem. Tak strasznie chcę Go zobaczyć. Biegłam ile miałam sił w nogach.
Gdy dotarłam pod Jego pokój, odetchnęłam kilka razy i zapukałam 4 razy.
- Wejść - usłyszałam, po czym weszłam do pokoju. Matt siedział na fotelu. Zgasił papierosa, po czym podszedł do mnie - Jak się masz?
- Dobrze.. - odpowiedziałam z uśmiechem - Chciałam Cię zobaczyć..
- W jakim celu?
- Zobaczyć.. Nie porozmawiać. Zobaczyć.. - szepnęłam ostatni wyraz w mojej krótkiej wypowiedzi.
- Czyli nie chcesz już ze mną rozmawiać? - uśmiechnął się.
- Chcę! Oczywiście, że chcę.. - oparłam się o pobliski stolik, na którym nauczyciel miał zazwyczaj dzienniki, książki.
- Ah.. Ale ze mnie gospodarz..rozgość się
- Siedziałam dużo u Kiary, postoję - powiedziałam, przypominając sobie o moim słabym samopoczuciu podczas mojej magii krwi. Czasami działo mi się tak, to normalne. Aczkolwiek po raz pierwszy miałam mroczki przed oczami.
- Kiara Cullen.. Oj, Moon.. Co ja Ci mówiłem? - spytał z grobową powagą na twarzy.
- Myślę, że to kwestia czasu jeśli chodzi o zaufanie.. Matt, sam mówiłeś że muszę sobie znaleźć przyjaciół w swoim wieku.. - westchnęłam niepewnie.
- Kiara Cullen nie jest dla Ciebie dobrą koleżanką..
- Przyjaciółką - poprawiłam Go. Westchnął jeszcze głośniej niż poprzednio, jednak po chwili przytulił się do mnie.
- Myślę, że Cię kocham - powiedział, na co ja podskoczyłam. Nie wiem czy powiedział to na prawdę, czy to moja wyobraźnia płata mi figle.
- Mówiłeś coś? - spytałam dla pewności. Cisza.
- Myślę.. - przerwa w Jego słowach. Spojrzałam na Niego ukradkiem, co było trudne bo obejmował mnie. Moje ucho było przy Jego sercu, które łomotało tak jakby miało wylecieć na księżyc - Myślę, że się w Tobie zakochałem.
Jego usta otwierały się w takt tych słów. Czyli On to mówi. A może śnie na jawie? Co się dzieję? Zatkało mnie. Nie wiedziałam co mam powiedzieć. Byłam zszokowana, szczęśliwa, może i nawet zdruzgotana.
- Matt.. - szepnęłam resztkami mojej świadomości tej sytuacji, po długiej ciszy - Mógłbyś powtórzyć?
- Nie przesłyszałaś się - powiedział, dosłownie czytając mi w myślach - Ale, wiem że nie możemy być razem.
- Nie mów tak! - krzyknęłam, odpychając się od Niego - Nie mów tak! Nie mów tak! Kocham Cię! Możemy być razem, choćby w tajemnicy! Nikt nie musi o NAS wiedzieć! - krzyczałam. Podszedł do mnie, swą dłoń położył mi na ramieniu. Łzy zaczęły lecieć ciurkiem z moich oczu.
- Nie płacz - otarł je rękawem swojego swetra - Po pierwsze, jest wielka różnica wieku, po drugie jestem nauczycielem. Wszyscy muszą brać ze mnie przykład, muszę być odpowiedzialny. Nie mogę być w związku z moją uczennicą. Pomyśl co inni, by pomyśleli. Mogli by i mnie i Ciebie wydalić z internatu.
Kurcze, czemu On zawsze musi mieć rację. Ścisnęłam ręce w pięści. Nie mogłam teraz przestać płakać. Wybiegłam z Jego pokoju, do swojego. Byłam wściekła, smutna, zażenowana. Co jest nie tak ze mną?! Mam siebie dość! Wszystko mi nie wychodzi.. Wszystko...
Co sądzisz o tym blogu?
niedziela, 15 marca 2015
sobota, 7 marca 2015
Rozdział 10 (Kiara Cullen)
Minął już tydzień od kontrowersyjnego wyznania Moon. W sumie to nawet było spokojnie. Poszłam z Harrym do kina i chciałam żeby mnie zabrał na motor ale od wypadku obchodził się ze mną jak z jajkiem. Z ocenami raczej nie było problemu. Może po za muzyką. Tak. Matt po ostatnim spotkaniu z Moon stał się dla mnie nie miły i na każdej lekcji się do czego przyczepia. Kazał mi zapisać ze słuchu fragment Etiudy Rewolucyjnej Chopina co jest NIEMOŻLIWE. Z Moon dogadywałam się coraz lepiej i dzisiaj ma iść do mnie po szkole. Harry kręcił nosem bo chciał spędzić czas ze mną, ale obiecałam mu że w weekend przyjdę do niego to spędzimy trochę czasu razem. Tym bardziej, że jego rodzice wyjeżdżają gdzieś, więc w domu będzie tylko Gemma, siostra Harrego. No i My.
- No to co idziemy? - spytała energicznie Moon po skończonych zajęciach kiedy już byliśmy przebrani (a tak na marginesie to miałam wrażenie że Moon stała się bardziej otwarta)
- Yhm. - odrzekłam z uśmiechem - Harry podwieziesz Nas?
Chłopak spojrzał najpierw na mnie potem na Moon.
- A mam inne wyjście?
- Wiesz, że Cię kocham - podeszłam do niego stając na palcach i dałam buziaka w policzek.
- Tylko jeszcze jedzie z Nami Loui a gdzie on jest tego nie wie nikt.
Wyszliśmy na zewnątrz. Już z daleka było słychać charakterystyczny tenorowy krzyk Louisa.
- Przestań mi robić wieczne sceny o nic! Przystopuj trochę bo nie idzie z Tobą wytrzymać!
- Jesteś bezczelny! Jak ja z kimś takim wytrzymuję! - krzyknęła Eleanor z oburzeniem.
- Chyba go znalazłam - powiedziałam do Harrego.
- Jesteś bezczelna! - w tej chwili El zamachnęła się i uderzyła Louisa z całej siły z liścia w twarz po czym odeszła.
- Łołołołołoł. - odrzekł zdziwiony Harry. Spojrzałam ukradkiem na Moon na jej twarzy pojawił się złowieszczy uśmiech. - Chodźcie powiedział podekscytowany Harry. Miał już coś powiedzieć do Louisa.
-Nie. Mówcie. Do mnie. -powiedział odchodząc w stronę auta. Popatrzyliśmy na siebie z uśmiechem i zrobiliśmy to samo. Wskoczyłam z Moon na tylne siedzenia.
- O co poszło? - zapytałam po chwili milczenia.
- A daj spokój nic jej nie pasuje! Nic! Pyta się mnie co mi się w niej podoba. No to Ja Jej mówię, że wszystko! Charakter, włosy, oczy, nogi , figura, inteligencja, piersi... A ta co! Zaczęła się na mnie wydzierać, że Ja nie wiadomo co jestem, że dla mnie liczy się tylko wygląd. No to jej powiedziałem że to nie prawda a ona mi zaczęła wypominać jakąś dziewczynę z podstawówki, którą odprowadziłem do domu. No to się wkurzyłem!
- Stary zrobiłeś najgorszy błąd jaki facet może popełnić. - powiedział Harry z uśmiechem na ustach.- Jak nie chcesz dostać w pysk to nie mów dziewczynie że podobają Ci się w niej cycki. Szczególnie...-spojrzał znacząco na mnie i Moon - Wiesz o czym mówię.
Louis zastanowił się przez chwile.
- No nie bardzo. - powiedział zdezorientowany.
- Ale do czego zmierzasz Harry? - spytała Moon.
- Powiem Ci o co mi chodzi stary jak dziewczyn nie będzie, bo będzie jeszcze większa afera.
- Ale my chętnie posłuchamy. -powiedziałam.
- Oj dobra nie ważne. - powiedział śmiejąc się. Przez chwilę Louis z Moon rozmawiali coś o psychologii. Lou nie przestał uważać Moon za dziwaka ale zaczął z Nią normalnie rozmawiać co mnie ucieszyło.Po jakimś czasie dojechaliśmy do domu Louis.
- Dobra dzięki Harry. Od poniedziałku będę mieć z powrotem swoja furę więc nie będziesz miał mnie na głowie. - przybili z Harrym piątki po czym otworzył drzwi samochodu wychodząc - Narka dziewczyny.
- No hej.
- Powodzenia z El!- odrzekła Moon, uśmiechając się lekko.
- Przyda się - odrzekł zatrzaskując drzwi samochodu.
- No to teraz do mojej dziewczynki tak? - spytała retorycznie Harry wjeżdżając na główną drogę.
- Wpadniesz też ? - spytałam
- A w życiu! Zanudził bym się tam z dwiema babami!
- Dobrze czyli w weekend też do Ciebie nie przyjdę bo zanudzisz się z dwiema babami!
- Ej!
Obie z Moon zaczęłyśmy się śmiać. Cała droga do mojego domu czyli aż 4 minuty była dość spokojna. Pomińmy fakt że zaczęło padać i grzmieć. Kiedy dojechaliśmy do mojego domu, Harry wyskoczył z auta otwierając nam szarmancko drzwi.
- Zapraszam.
Ja i Moon uśmiechnęłyśmy się promiennie. Moon była wniebowzięta.W sumie się jej nie dziwie. Jeszcze żaden facet nie okazał jej miłości. Harry zamknął za Nami drzwi i popatrzył na mnie zadziornie obejmując w talli.
- Nie podziękujesz mi? - spytał uroczo.
Uśmiechnęłam się tylko i złożyłam na jego ustach namiętny pocałunek.
Tak jak całowaliśmy się w deszczu. To Harry najbardziej uwielbiał. Kiedy skończyliśmy spojrzałam na Moon. Robiła coś z telefonem, ale to pewnie dlatego, żeby wyjść z niezręcznej sytuacji.
- Tylko nie rozwalcie domu. - powiedział wsiadając do samochodu. - Hej Moon.
- Pa pa. - pomachała Mu kiedy odjeżdżał i razem weszłyśmy do domu. Już w progu przywitał mnie wścibskiale i kochany jak zawsze Emmet.
- A co Ty się musisz z nim nawet pod domem lizać? - uśmiechnął się a następnie zwrócił do Moon. - Emmet Cullen. Mąż siostry taty Kiary oraz Jej osobisty budzik. - wyciągnął rękę do dziewczyny którą uściskała.
- Moon White.. Koleżanka ze szkoły, Kiary.. - powiedziała niepewnie.
- Ej no dobra dobra może dałbyś dziewczynie się spokojnie rozebrać. Nie bajeruj Ją od progu ona jest już zajęta! - Moon zaczerwieniła się nieśmiało. - Po za tym Ty masz żonę!
- Ehehe przez tego gościa od muzyki - Chłopak popatrzył na nas z tym żałosnym uśmiechem i poszedł do kuchni. Moon spojrzała na mnie ze złością.
- Ode mnie tego nie wie! -podniosłam ręce na znak niewinności.
- No chodź przedstawię cie reszcie rodzinki.
Weszłyśmy do salonu. była tam cała moja rodzinka oprócz Reneesme. Przedstawiłam im Moonjakby od Alice wszystkiego o Niej nie wiedzieli a Oni przyjęli ją ciepło. Chociaż miałam wrażenie ze tacie nie za bardzo się podoba, to że się przyjaźnimy.
- Pan jest chirurgiem tak? - spytała Moon Carlislea kiedy jedliśmy obiad.
- Tak jestem chirurgiem. A co Kiara się już pochwaliła?
- Taak co drugie zdanie Kiary dotyczy medycyny. - wszyscy cicho zachichotali.
- Słyszałem że interesuje Cię psychologia. - odrzekł w pewnej chwili Jasper. Co więcej nie wiedział tego ode mnie.
- No.. Taaak myślałam o tym dużo i chyba się na to zdecyduje.
- To jak będziesz miała jakieś problemy ze zrozumieniem czegoś to śmiało możesz się mnie spytać o co chcesz - Jesper jesteś idiotą.
- A Pan jest psychologiem? - zapytała z wyraźną ciekawością.
- Jestem psychiatra a to taka rozszerzona psychologia. - Oczy Moon zaświeciły się ekscytacją.
- Dobra My już idziemy bo jak się rozgadacie to wyjdzie na to że nie pogadamy w ogóle. - wstałam od stołu i pociągnęłam m gorę.
- Jakbyście coś chciały to mówcie! - powiedziała Esme.
- Okej!
Wpadłyśmy do pokoju. I Moon stanęła jak wryta
- Kiara... Czy ... Czy to jest Twój pokój?
- No tak.. - nie wiedziałam co ją tak zdziwiło
-No co? Zwyczajny pokój!- odrzekłam i bezceremonialnie rzuciłam torbę na łóżko siadając na nim i powiedziałam Moon żeby zrobiła to samo.
-To tak wygląda zwyczajny pokój... Nigdy w pokoju nie miałam zdjęć. Ani takiej dużej szafy. Ani komputera. ANI XBOXA!
- To nie jest Xbox tylko kamera do skype. Lepszy obraz i w ogóle. Xboxa mamy na dole jak będziesz chciała to pogramy potem.
Po chwili ciszy Moon odezwała się:
-Kiara... No bo wiesz. Ty tak dużo o mnie wiesz a ja o Tobie prawie nic... Powiedz mi coś o sobie.
- No to... - Skrzyżowałam nogi na łóżku -Jestem Kiara Isabella Cullen. Po mamusi. Będę lekarzem. Kocham muzykę. Nie mam zwierząt. No nie licząc Emmeta. Lubie czytać. Nienawidzę humana... Kocham Harrego - tu się uśmiechnęłam - no i co jeszcze... Chyba nic.
- No dobra ale... No wiesz ja bym chciała wiedzieć coś tak... Coś tak bardziej skrytego. Jeśli oczywiście będziesz chciała.
-Co masz na myśli? - Spytałam z lekką niepewnością.
- No wiesz... Czy... Czy kochałaś się kiedyś z chłopakiem?
Zaskoczyła mnie tym pytaniem.
-Przepraszam nie powinnam- odrzekła zmieszana i spuściła głowę na dół. Była cała czerwona na twarzy.
- Niee.. w porządku - wiedziałam że wszyscy podsłuchują ale w końcu i tak wszystko wiedzieli bo ja nie mogę mieć życia prywatnego. - No to tak... Z Harrym oczywiście.
- I jak to jest?
Zaczęłam się śmiać bo wiedziałam że Emmet nie da mi spokoju. Spojrzałam prosto w jej oczy.
- Genialnie. Tylko wiesz. Tego trzeba być pewnym. A nie tak z pierwszą przypadkową osobą... I wcale tu nie mówię o Macie - dodałam z ironią.
- Weź przestań. -Powiedziała spokojnie - bo widzisz...
W tej chwili rozległo się pukanie do drzwi i do pokoju wszedł Emmet.
-Przyniosłem Wam chipsy dziewczyny. - powiedział z wrednym uśmiechem podając mi chipsy. - O czym tam plotkujecie?
- O Tobie - powiedziałam- No idź sobie! - wstałam i wypchnęłam go za drzwi. - Bałwan...No ale mówiłaś coś.
Usiadłam na łóżku a Moon mówiła dalej.
- No bo... Ja kocham Matta. Tak strasznie i..
- O nie nie nie nie. -Moon nie wolno Ci! Zobacz ile On ma lat a ile Ty!
- Ale...
- Nie ma ale! Wiesz jakie mogą być konsekwencje? Jak się nie uspokoisz to pójdę po Jespera i wypierze Ci mózg!
-Ale czy wiek ma tu jakieś znaczenie? Sama pomyśl czy gdyby Harry był od Ciebie starszy tak jak Matt ode mnie to czy nie zakochałabyś się w nim?
Zagieła mnie tym pytaniem
- To nie zmienia faktu że Matt jest od ciebie dużo starszy i przyznajmy że inteligentniejszy i na pewno ma zamiar wykorzystać taką mała naiwną panienkę do swoich niecnych mrocznych planów. Naprawdę, Moon uważaj na niego.
- A co jeśli ja nie chce uważać? Co jeśli potrzebuje jakiejś nagłej zmiany... Trapi wstrząsowej?
- Moon dobrze się czujesz? - spytałam zaniepokojona.
- Tak tylko.... A zresztą ... Pokaże Ci coś.
Ze swojej torby wyciągnęła... Martwą mysz.
- Nie przeraża Cie to prawda? - spytała nie wiedząc czy może wyciągnąć zwierze.
- Akurat jestem jedną z nielicznych dziewczyn które nie mdleją na widok myszy.
- Ostatnio zemdlałaś - dodała z uśmiechem.
- To nie było przez to! - ah Moon ten twój charakterek. -No ale pokazuj.
Położyła na mahoniowych panelach mysz. Nie ruszała się.
- Czy ona nie żyje? - spytałam.
- Możesz sprawdzić.
- Nie umiem sprawdzać pulsu myszy!
- To przyłóż rękę do klatki piersiowej.
Tak zrobiłam. Nie poczułam jednak pulsu.
- Nie żyje? - spytałam spoglądając na mysz.
- Nie do końca. -odrzekła spoglądając na mnie - Jest w stanie podobnym do stanu hibernacji.
- Czyli komórki ani organy nie umrą? - zaczynało się to robić ciekawe.
- Nie ma szans - odpowiedziała stanowczo. - jest to mój hm... króliczek doświadczalny.
- Powiedziałabym, że myszka doświadczalna ale okej. - zaczęłyśmy się histerycznie śmiać i trwało to jakąś chwilę ale w końcu kiedy udało nam się opanować przeszłyśmy do fazy alfa.
- Gotowa? - spytała.
- No pewnie. - odrzekłam podekscytowana. - A mogę jej potem zrobić sekcje zwłok? Jestem ciekawa czy te twoje abrakadabra można wykryć pod kontem medycznym.
- To nie głupi pomysł. - zamyśliła się na chwilę. - Ale może jeszcze nie na tym etapie poczekajmy jeszcze jakiś czas okej?
- Skoro nalegasz.. Ale zaczynaj!
Dziewczyna wzięła kilka głębszych wdechów, ale zanim przystąpiła do "abrakadabrowania" myszy wyjęła ze swojej torby fiolkę z jakimiś lekarstwami i połknęła dwie pastylki.
- Co to? - spytałam biorąc fiolkę od dziewczyny .
- Lek na podwyższenie ciśnienia. - odrzekła Matt mi to dał bo mam za niskie ciśnienie i czasami po treningach nie wyrabiam i robi mi się słabo.
Wzięłam opakowanie i przeczytałam nazwę. Gutron. Nie słyszałam o nim.
- Nie za dużo tego wzięłaś? - spytałam z niepokojem w głosie.
- Spokojnie taki trening kosztuje sporo energii więc ciśnienie gwałtownie spada.
- Albo się podnosi. - mruknęłam.
- Okej zaczynamy.
Zwierzę, w pewnym momencie ożyło (przynajmniej tak mi się wydawało). Zaczęło tańczyć, robić fikołki. Podskakiwała tak wysoko, że dotykała sufitu mojego pokoju (a mój sufit jest bardzo wysoko). Mysz ostatni raz opadła na podłogę bez życia. Łoł to było coś. Popatrzyłam na Moon i zamarłam. Stała tam i ledwo trzymała się na nogach była cała blada a ręką trzymała się za głowę.
- Moon wszystko okej? - Wstałam na tyle szybko aby złapać Moon, bo gdybym tego nie zrobiła, uderzyłaby głową w kant szafki nocnej. - Moon kobieto co Ci się dzieje?! Co to za prochy?!- nie straciła przytomności ale nie wiele brakowało.
- Weź wyluzuj tylko zakręciło mi się w głowie. - chciała wstać ale jej nie pozwoliłam.
- Siadaj i się nie ruszaj - powiedziałam zmuszając aby usiadła na łóżku. - Staraj się nie zemdleć ja idę po Carlisle'a.
- No to co idziemy? - spytała energicznie Moon po skończonych zajęciach kiedy już byliśmy przebrani (a tak na marginesie to miałam wrażenie że Moon stała się bardziej otwarta)
- Yhm. - odrzekłam z uśmiechem - Harry podwieziesz Nas?
Chłopak spojrzał najpierw na mnie potem na Moon.
- A mam inne wyjście?
- Wiesz, że Cię kocham - podeszłam do niego stając na palcach i dałam buziaka w policzek.
- Tylko jeszcze jedzie z Nami Loui a gdzie on jest tego nie wie nikt.
Wyszliśmy na zewnątrz. Już z daleka było słychać charakterystyczny tenorowy krzyk Louisa.
- Przestań mi robić wieczne sceny o nic! Przystopuj trochę bo nie idzie z Tobą wytrzymać!
- Jesteś bezczelny! Jak ja z kimś takim wytrzymuję! - krzyknęła Eleanor z oburzeniem.
- Chyba go znalazłam - powiedziałam do Harrego.
- Jesteś bezczelna! - w tej chwili El zamachnęła się i uderzyła Louisa z całej siły z liścia w twarz po czym odeszła.
- Łołołołołoł. - odrzekł zdziwiony Harry. Spojrzałam ukradkiem na Moon na jej twarzy pojawił się złowieszczy uśmiech. - Chodźcie powiedział podekscytowany Harry. Miał już coś powiedzieć do Louisa.
-Nie. Mówcie. Do mnie. -powiedział odchodząc w stronę auta. Popatrzyliśmy na siebie z uśmiechem i zrobiliśmy to samo. Wskoczyłam z Moon na tylne siedzenia.
- O co poszło? - zapytałam po chwili milczenia.
- A daj spokój nic jej nie pasuje! Nic! Pyta się mnie co mi się w niej podoba. No to Ja Jej mówię, że wszystko! Charakter, włosy, oczy, nogi , figura, inteligencja, piersi... A ta co! Zaczęła się na mnie wydzierać, że Ja nie wiadomo co jestem, że dla mnie liczy się tylko wygląd. No to jej powiedziałem że to nie prawda a ona mi zaczęła wypominać jakąś dziewczynę z podstawówki, którą odprowadziłem do domu. No to się wkurzyłem!
- Stary zrobiłeś najgorszy błąd jaki facet może popełnić. - powiedział Harry z uśmiechem na ustach.- Jak nie chcesz dostać w pysk to nie mów dziewczynie że podobają Ci się w niej cycki. Szczególnie...-spojrzał znacząco na mnie i Moon - Wiesz o czym mówię.
Louis zastanowił się przez chwile.
- No nie bardzo. - powiedział zdezorientowany.
- Ale do czego zmierzasz Harry? - spytała Moon.
- Powiem Ci o co mi chodzi stary jak dziewczyn nie będzie, bo będzie jeszcze większa afera.
- Ale my chętnie posłuchamy. -powiedziałam.
- Oj dobra nie ważne. - powiedział śmiejąc się. Przez chwilę Louis z Moon rozmawiali coś o psychologii. Lou nie przestał uważać Moon za dziwaka ale zaczął z Nią normalnie rozmawiać co mnie ucieszyło.Po jakimś czasie dojechaliśmy do domu Louis.
- Dobra dzięki Harry. Od poniedziałku będę mieć z powrotem swoja furę więc nie będziesz miał mnie na głowie. - przybili z Harrym piątki po czym otworzył drzwi samochodu wychodząc - Narka dziewczyny.
- No hej.
- Powodzenia z El!- odrzekła Moon, uśmiechając się lekko.
- Przyda się - odrzekł zatrzaskując drzwi samochodu.
- No to teraz do mojej dziewczynki tak? - spytała retorycznie Harry wjeżdżając na główną drogę.
- Wpadniesz też ? - spytałam
- A w życiu! Zanudził bym się tam z dwiema babami!
- Dobrze czyli w weekend też do Ciebie nie przyjdę bo zanudzisz się z dwiema babami!
- Ej!
Obie z Moon zaczęłyśmy się śmiać. Cała droga do mojego domu czyli aż 4 minuty była dość spokojna. Pomińmy fakt że zaczęło padać i grzmieć. Kiedy dojechaliśmy do mojego domu, Harry wyskoczył z auta otwierając nam szarmancko drzwi.
- Zapraszam.
Ja i Moon uśmiechnęłyśmy się promiennie. Moon była wniebowzięta.
- Nie podziękujesz mi? - spytał uroczo.
Uśmiechnęłam się tylko i złożyłam na jego ustach namiętny pocałunek.
Tak jak całowaliśmy się w deszczu. To Harry najbardziej uwielbiał. Kiedy skończyliśmy spojrzałam na Moon. Robiła coś z telefonem, ale to pewnie dlatego, żeby wyjść z niezręcznej sytuacji.
- Tylko nie rozwalcie domu. - powiedział wsiadając do samochodu. - Hej Moon.
- Pa pa. - pomachała Mu kiedy odjeżdżał i razem weszłyśmy do domu. Już w progu przywitał mnie wścibski
- A co Ty się musisz z nim nawet pod domem lizać? - uśmiechnął się a następnie zwrócił do Moon. - Emmet Cullen. Mąż siostry taty Kiary oraz Jej osobisty budzik. - wyciągnął rękę do dziewczyny którą uściskała.
- Moon White.. Koleżanka ze szkoły, Kiary.. - powiedziała niepewnie.
- Ej no dobra dobra może dałbyś dziewczynie się spokojnie rozebrać. Nie bajeruj Ją od progu ona jest już zajęta! - Moon zaczerwieniła się nieśmiało. - Po za tym Ty masz żonę!
- Ehehe przez tego gościa od muzyki - Chłopak popatrzył na nas z tym żałosnym uśmiechem i poszedł do kuchni. Moon spojrzała na mnie ze złością.
- Ode mnie tego nie wie! -podniosłam ręce na znak niewinności.
- No chodź przedstawię cie reszcie rodzinki.
Weszłyśmy do salonu. była tam cała moja rodzinka oprócz Reneesme. Przedstawiłam im Moon
- Pan jest chirurgiem tak? - spytała Moon Carlislea kiedy jedliśmy obiad.
- Tak jestem chirurgiem. A co Kiara się już pochwaliła?
- Taak co drugie zdanie Kiary dotyczy medycyny. - wszyscy cicho zachichotali.
- Słyszałem że interesuje Cię psychologia. - odrzekł w pewnej chwili Jasper. Co więcej nie wiedział tego ode mnie.
- No.. Taaak myślałam o tym dużo i chyba się na to zdecyduje.
- To jak będziesz miała jakieś problemy ze zrozumieniem czegoś to śmiało możesz się mnie spytać o co chcesz - Jesper jesteś idiotą.
- A Pan jest psychologiem? - zapytała z wyraźną ciekawością.
- Jestem psychiatra a to taka rozszerzona psychologia. - Oczy Moon zaświeciły się ekscytacją.
- Dobra My już idziemy bo jak się rozgadacie to wyjdzie na to że nie pogadamy w ogóle. - wstałam od stołu i pociągnęłam m gorę.
- Jakbyście coś chciały to mówcie! - powiedziała Esme.
- Okej!
Wpadłyśmy do pokoju. I Moon stanęła jak wryta
- Kiara... Czy ... Czy to jest Twój pokój?
- No tak.. - nie wiedziałam co ją tak zdziwiło
-No co? Zwyczajny pokój!- odrzekłam i bezceremonialnie rzuciłam torbę na łóżko siadając na nim i powiedziałam Moon żeby zrobiła to samo.
-To tak wygląda zwyczajny pokój... Nigdy w pokoju nie miałam zdjęć. Ani takiej dużej szafy. Ani komputera. ANI XBOXA!
- To nie jest Xbox tylko kamera do skype. Lepszy obraz i w ogóle. Xboxa mamy na dole jak będziesz chciała to pogramy potem.
Po chwili ciszy Moon odezwała się:
-Kiara... No bo wiesz. Ty tak dużo o mnie wiesz a ja o Tobie prawie nic... Powiedz mi coś o sobie.
- No to... - Skrzyżowałam nogi na łóżku -Jestem Kiara Isabella Cullen. Po mamusi. Będę lekarzem. Kocham muzykę. Nie mam zwierząt. No nie licząc Emmeta. Lubie czytać. Nienawidzę humana... Kocham Harrego - tu się uśmiechnęłam - no i co jeszcze... Chyba nic.
- No dobra ale... No wiesz ja bym chciała wiedzieć coś tak... Coś tak bardziej skrytego. Jeśli oczywiście będziesz chciała.
-Co masz na myśli? - Spytałam z lekką niepewnością.
- No wiesz... Czy... Czy kochałaś się kiedyś z chłopakiem?
Zaskoczyła mnie tym pytaniem.
-Przepraszam nie powinnam- odrzekła zmieszana i spuściła głowę na dół. Była cała czerwona na twarzy.
- Niee.. w porządku - wiedziałam że wszyscy podsłuchują ale w końcu i tak wszystko wiedzieli bo ja nie mogę mieć życia prywatnego. - No to tak... Z Harrym oczywiście.
- I jak to jest?
Zaczęłam się śmiać bo wiedziałam że Emmet nie da mi spokoju. Spojrzałam prosto w jej oczy.
- Genialnie. Tylko wiesz. Tego trzeba być pewnym. A nie tak z pierwszą przypadkową osobą... I wcale tu nie mówię o Macie - dodałam z ironią.
- Weź przestań. -Powiedziała spokojnie - bo widzisz...
W tej chwili rozległo się pukanie do drzwi i do pokoju wszedł Emmet.
-Przyniosłem Wam chipsy dziewczyny. - powiedział z wrednym uśmiechem podając mi chipsy. - O czym tam plotkujecie?
- O Tobie - powiedziałam- No idź sobie! - wstałam i wypchnęłam go za drzwi. - Bałwan...No ale mówiłaś coś.
Usiadłam na łóżku a Moon mówiła dalej.
- No bo... Ja kocham Matta. Tak strasznie i..
- O nie nie nie nie. -Moon nie wolno Ci! Zobacz ile On ma lat a ile Ty!
- Ale...
- Nie ma ale! Wiesz jakie mogą być konsekwencje? Jak się nie uspokoisz to pójdę po Jespera i wypierze Ci mózg!
-Ale czy wiek ma tu jakieś znaczenie? Sama pomyśl czy gdyby Harry był od Ciebie starszy tak jak Matt ode mnie to czy nie zakochałabyś się w nim?
Zagieła mnie tym pytaniem
- To nie zmienia faktu że Matt jest od ciebie dużo starszy i przyznajmy że inteligentniejszy i na pewno ma zamiar wykorzystać taką mała naiwną panienkę do swoich niecnych mrocznych planów. Naprawdę, Moon uważaj na niego.
- A co jeśli ja nie chce uważać? Co jeśli potrzebuje jakiejś nagłej zmiany... Trapi wstrząsowej?
- Moon dobrze się czujesz? - spytałam zaniepokojona.
- Tak tylko.... A zresztą ... Pokaże Ci coś.
Ze swojej torby wyciągnęła... Martwą mysz.
- Nie przeraża Cie to prawda? - spytała nie wiedząc czy może wyciągnąć zwierze.
- Akurat jestem jedną z nielicznych dziewczyn które nie mdleją na widok myszy.
- Ostatnio zemdlałaś - dodała z uśmiechem.
- To nie było przez to! - ah Moon ten twój charakterek. -No ale pokazuj.
Położyła na mahoniowych panelach mysz. Nie ruszała się.
- Czy ona nie żyje? - spytałam.
- Możesz sprawdzić.
- Nie umiem sprawdzać pulsu myszy!
- To przyłóż rękę do klatki piersiowej.
Tak zrobiłam. Nie poczułam jednak pulsu.
- Nie żyje? - spytałam spoglądając na mysz.
- Nie do końca. -odrzekła spoglądając na mnie - Jest w stanie podobnym do stanu hibernacji.
- Czyli komórki ani organy nie umrą? - zaczynało się to robić ciekawe.
- Nie ma szans - odpowiedziała stanowczo. - jest to mój hm... króliczek doświadczalny.
- Powiedziałabym, że myszka doświadczalna ale okej. - zaczęłyśmy się histerycznie śmiać i trwało to jakąś chwilę ale w końcu kiedy udało nam się opanować przeszłyśmy do fazy alfa.
- Gotowa? - spytała.
- No pewnie. - odrzekłam podekscytowana. - A mogę jej potem zrobić sekcje zwłok? Jestem ciekawa czy te twoje abrakadabra można wykryć pod kontem medycznym.
- To nie głupi pomysł. - zamyśliła się na chwilę. - Ale może jeszcze nie na tym etapie poczekajmy jeszcze jakiś czas okej?
- Skoro nalegasz.. Ale zaczynaj!
Dziewczyna wzięła kilka głębszych wdechów, ale zanim przystąpiła do "abrakadabrowania" myszy wyjęła ze swojej torby fiolkę z jakimiś lekarstwami i połknęła dwie pastylki.
- Co to? - spytałam biorąc fiolkę od dziewczyny .
- Lek na podwyższenie ciśnienia. - odrzekła Matt mi to dał bo mam za niskie ciśnienie i czasami po treningach nie wyrabiam i robi mi się słabo.
Wzięłam opakowanie i przeczytałam nazwę. Gutron. Nie słyszałam o nim.
- Nie za dużo tego wzięłaś? - spytałam z niepokojem w głosie.
- Spokojnie taki trening kosztuje sporo energii więc ciśnienie gwałtownie spada.
- Albo się podnosi. - mruknęłam.
- Okej zaczynamy.
Zwierzę, w pewnym momencie ożyło (przynajmniej tak mi się wydawało). Zaczęło tańczyć, robić fikołki. Podskakiwała tak wysoko, że dotykała sufitu mojego pokoju (a mój sufit jest bardzo wysoko). Mysz ostatni raz opadła na podłogę bez życia. Łoł to było coś. Popatrzyłam na Moon i zamarłam. Stała tam i ledwo trzymała się na nogach była cała blada a ręką trzymała się za głowę.
- Moon wszystko okej? - Wstałam na tyle szybko aby złapać Moon, bo gdybym tego nie zrobiła, uderzyłaby głową w kant szafki nocnej. - Moon kobieto co Ci się dzieje?! Co to za prochy?!- nie straciła przytomności ale nie wiele brakowało.
- Weź wyluzuj tylko zakręciło mi się w głowie. - chciała wstać ale jej nie pozwoliłam.
- Siadaj i się nie ruszaj - powiedziałam zmuszając aby usiadła na łóżku. - Staraj się nie zemdleć ja idę po Carlisle'a.
- Nie nigdzie nie idziesz! – krzyknęła.
- Siedź cicho i nie wstawaj! – wybiegłam z pokoju i
pobiegłam dół
- Carlisle! Jesteś mi potrzebny! Moon prawie zemdlała!
- Co się stało? – spytał idąc na górę do mojego pokoju.
- No nie wiem nagle zakręciło jej się w głowie! Przed tym wzięła jakieś prochy.
Carlisle wszedł do pokoju
- Co się stało? – spytał podchodząc do Moon i odruchowo
chwycił ją za nadgarstek mierząc puls
- Często Ci się to zdarza? – spytał Carlisle
- Nie.. – odrzekła znów niepewnie.
- Mhm.. A kto Ci dał te tabletki - spytał z uśmiechem machając jej przed oczami fiolką z tabletkami.
- Dostałam je od pielęgniarki.. - skłamała.
- Dostałam je od pielęgniarki.. - skłamała.
- Dobra, nie męczę cię już. Ale jak by coś się działo to od razu mów ok? -
uśmiechnął się i wyszedł z pokoju.
-
A nie mówiłam? - powiedziałam ze złością w głosie. - Nienawidzę tego całego Matta.
-
Weź to nie jego wina. On się o mnie martwi - powiedział Broniąc go. Ja nie mogę jak On ją owinął sobie w okół palca!
-
Ta martwi.... Nie długo trafisz przez niego do szpitala z anemią.
-
Czemu Ty go tak nie cierpisz?! Nawet go nie znasz! - krzyknęła.
- Uspokój
się i nie podnoś mi ciśnienia. -Powiedziałam wkurzona - Jesteś naiwna. Jesteś
cholernie naiwna.
- Nie twój interes czy jestem naiwna czy też nie. Nie znasz Go i nie
wiesz nic o Nim. - powiedziała podciągając nogi do klatki piersiowej.
Ehh nie będę się z nią kłócić. Jest uparta gorzej niż ja!
- A teraz co powiesz? - odezwało się moje sumienie.
- Co znowu chcesz?
- Czy nie wydaje Ci się dziwne to że dorosły mężczyzna daje siedemnastoletniej dziewczynie tabletki po których ona mdleje?
- No właśnie wydaje mi się to dziwne! Tylko nikt mnie nie słucha!
- I czy nie wydaje Ci się to dziwne że Moon White, prosta dziewczyna z ogólniaka panuje nad życiem istoty żyjącej?
- Ja nie mogę a Ty co masz takiego zawiasa? O tym samym myślę od... CAŁY CZAS! Powinieneś to wiedzieć w końcu siedzisz w mojej głowie!
- Robisz sceny a nie rozumiesz o co mi chodzi.
- No to może mi łaskawie wytłumaczysz. - co za gościu
- Zrozumiesz w swoim czasie.
- No pewnie. I to ja robię problemy.
- Jedna rada. Uważaj na Moon.
- Następny! Ona jest moja przyjaciółką i będę się z ...
- Nie o to mi chodzi. Ten Matt to podejrzany gościu. Miej na Nią oko.
- No to Amerykę odkryłeś w tej chwili!
* Jestem oficjalne obrażona na Łikki gdyż iż ponieważ rozpisałam się i napisałam cudowne medyczne medyczności i KTOŚ bez nazwisk (czyt. Łikki ) kazała mi to usunąć :C. Także następny wątek medyczny dopiero w 25 rozdziale :C . Jeśli by była jedna osoba która chciała by mnie uratować, to może się wypowiedzieć na ten temat że. CHCEMY MEDYCZNE MEDYCZNOŚCI HERMESA!!!!
To tyle miłego dnia C: *
xx Hermes
- Robisz sceny a nie rozumiesz o co mi chodzi.
- No to może mi łaskawie wytłumaczysz. - co za gościu
- Zrozumiesz w swoim czasie.
- No pewnie. I to ja robię problemy.
- Jedna rada. Uważaj na Moon.
- Następny! Ona jest moja przyjaciółką i będę się z ...
- Nie o to mi chodzi. Ten Matt to podejrzany gościu. Miej na Nią oko.
- No to Amerykę odkryłeś w tej chwili!
* Jestem oficjalne obrażona na Łikki gdyż iż ponieważ rozpisałam się i napisałam cudowne medyczne medyczności i KTOŚ bez nazwisk (czyt. Łikki ) kazała mi to usunąć :C. Także następny wątek medyczny dopiero w 25 rozdziale :C . Jeśli by była jedna osoba która chciała by mnie uratować, to może się wypowiedzieć na ten temat że. CHCEMY MEDYCZNE MEDYCZNOŚCI HERMESA!!!!
To tyle miłego dnia C: *
xx Hermes
*Nikt Cię nie uratuje idiotko :) nikogo nie interesują Twoje "medyczne medyczności". Pisząc to nie jesteś fajna :')
Chciałam przeprosić za Jej błędy. Było ich tak dużo, że poprawiałam to od ok. 14:30 do 16:35 :)
Przepraszam, jeśli coś opuściłam ):
~ Łikki*
Chciałam przeprosić za Jej błędy. Było ich tak dużo, że poprawiałam to od ok. 14:30 do 16:35 :)
Przepraszam, jeśli coś opuściłam ):
~ Łikki*
Subskrybuj:
Posty (Atom)



